Polski Serwis Mobile Suit Gundam


    Napierśnik pięciopunktowy utrzymuje siodło na właściwym miejscu. Został zaprojektowany tak, aby system regulacji pozwolił na dopasowanie do każdego konia.

Transformers Victory

Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
dnia: Maj 05, 2011, 16:20:08
Transformers: Victory
Rok produkcji: 1989
Liczba odcinków: 44
                                                              Fabuła
Po  zwycięstwie Cybertronów w poprzedniej wojnie, Destroni zmienili taktykę  i zamiast skupiać się na jednym świecie zaczęli atakować różne planety.  Aby temu przeciwdziałać Cybertroni i inne rasy stworzyli sojusz obronny  (do którego należy także Ziemia), a jego dowódcą został Star Saber,  któremu dowodzenie przekazał Ginrai. Choć brzmi tak jakby cała akcja  miała rozgrywać się na różnych światach, to jednak lwia część akcji  toczy się na naszej planecie (co nie jest szczególną wadą). Scenariusz i  akcja zostały poprowadzone bardzo dobrze, dynamicznie, bez zbędnych  przestojów. Jest też największa japońskiego G1, czyli ciągłość fabularna  i  fakt, że wydarzenia z wcześniejszych odcinków mają wpływ na dalsze  losy naszych bohaterów. W zasadzie jedynymi bolączkami ?Victory? są  odcinki recapowe;  jest ich naprawdę sporo - pięć w przeciągu serii TV  plus jeszcze siedem, będących ostatnimi epizodami (więc tak naprawdę  seria ma 32 odcinki). No i jest jeszcze typowe ?walczę tak dobrze, na  ile pozwala mi scenariusz?. Ten element, choć często maskowany (z różnym  skutkiem), jest szczególnie widoczny w dwóch odcinkach o Victory Leo  oraz w fakcie, że w zasadzie wszystko musi być rozwiązane przez Star  Sabera (lub z jego znaczącym udziałem). Jednak to tylko niewielkie  niedogodności. Poza tym serię ogląda się świetnie, ma sporo zdrowego,  podanego ze smakiem humoru (Dino Forces!) i świetny klimat. Do tego,  mimo niedowartościowania reszty załogi, postacie są ciekawe i nie ma  nikogo, kto działałby mi na nerwy, a to spore osiągnięcie. Jeśli chodzi o  finał był zdecydowanie lepszy od tego co widzieliśmy w ?Headmasters?.  Forteca Destronów robiła ogromne wrażenie, do tego znów widzieliśmy  dezintegracje miast i cierpienia cywilów, no i epickie starcie Victory  Sabera (połączenie Victory Leo ze Star Saberem) z Deathsaurusem był  satysfakcjonujący, a epilog cieszył (szczególnie fanów Dino Forces,  takich jak ja). ?Transformers: Victory? nie jest specjalnie ambitną  produkcją na miarę ?Beast Machines?, czy chociażby ?Beast Wars?,  niemniej jest to solidna robota pozbawiona jakiś rażących wad (coś w  stylu ?Southern Cross?).
Postacie
Jest  ich więcej niż w ?Masterforce?, ale mniej niż w ?Headmasters?, a przy  okazji są stosunkowo dobrze rozwijane, szczególnie podobało mi się  kontynuowanie wątku Ginraia i jego przebudowy w Victory Leo. Szkoda, że  po paru odcinkach został zdegradowany do dodatkowych części do Victory  Sabera. Sam Star Saber jest najlepszym przywódcą Botów od czasów  Optimusa (nie liczę Grimlocka z komiksów), ma charyzmę w przeciwieństwie  do nijakiego Fortressa i dobrze wykonuje swoje obowiązki i nie ucieka  przed większym problemem jak Rodimus. Drażni tylko typowe  superrobotowanie Victory i to, że Star musi niemal zawsze w pojedynkę  rozprawiać się z zagrożeniem.
Reszta  Cybertronów też ma swoje chwilę i widać, że scenarzyści starali się,  żeby nie byli jedynie statystami podkreślającymi jak wspaniały jest  Star/Victory Saber. Brainmasterzy są ok.  Mają kilka fajnych epów, a  gestalt jakiego formują wygląda bardzo dobrze (brak kończyn, czy głowy  pojawiającej się znikąd). Multiforce mają więcej swoich odcinków niż  bezpośredni podwładni Sabera (Brainmasterzy), no i jeżeli myślicie, że  powerlinki były jakimś novum w Energonie, to ?Victory? wyprowadzi Was z  błędu (plus tutejsze powerlinki są zdecydowanie ciekawiej ukazane ? na  przykład mamy świetny odcinek, w którym pokazano kłótnie dwóch członków  Multiforce o to, który  ma być wiodącym robotem we wspólnej formie). Ich  zestaw również przedstawia się bardzo dobrze i przypomina mi parę  podróbek, jakie miałem w dzieciństwie. Jest też kolejny sixchanger,  Greatshot, który podobnie jak dwaj poprzedni członkowie Klanu Sześciu  jest outsiderem i honorowym wojownikiem. Niestety, nie ma zbyt wielu  występów i nie jest tak interesujący jak Sixknight (choć ma fajną  zbroje).
Zanim  przejdziemy do Destronów, trzeba nieco powiedzieć o grupie  Micromasterów, czyli Rescue Team, no i o jedynej głównej postaci  ludzkiej, Jean'ie Minakaze. Jest on adoptowanym synem Victory Sabera.  Tak, możliwie, że brzmi to kretyńsko, ale takim nie jest, mamy  usprawiedliwienie dlaczego dzieciak kręci się z Transformerami (żyje z  nimi od dziecka i w takim środowisku się wychowuje), a przy tym raz, że  raczej jego obecność jest ograniczona, a dwa nie jest denerwująca. Jego  najlepszym przyjacielem jest Holi - Micromaster i dowódca Rescue Team,  przy tym nie jest jak w przypadku Whelieego chwastem, który poza  wkurzaniem widza nic nie robi. Holi świetnie sprawdza się w  ratowaniu  cywilów, bo w przeciwieństwie do innych serii spod znaku TF bitwy nie  odbywają się w pustych miastach czy nie ma ewakuacji offscreen.
A teraz najciekawsi Destroni.
Jeśli  chodzi o Deathsaurusa to niewiele można powiedzieć poza tym, że jest to  typowy wódz Decepticonów, choć jest bardziej rozgarnięty od Megatrona  czy tym bardziej Galvatrona i stanowi bardziej wymagającego przeciwnika  dla Cybertronów. Jego pobratymcy ? Breastforce - są raczej mało ciekawi,  wyjątek stanowią Hellbat i Leozack. Ten pierwszy przypomina  skrzyżowanie Waspinatora i Starscreama, który nie tylko jest postacią  komediową, ale czasami potrafi być wyjątkowo groźny. Leozack jest raczej  średnio udanym klonem wspomnianego Starscreama, niby raz czy dwa  usiłował przejąć władzę, ale potem zawsze kończyło się na gadaniu. Sami  Breastformery to zwykłe Transformery posiadające napierśniki, będące  czymś w rodzaju kaseciaków znanych z G1. Mają trzy formy: zwierzęca,  broni i napierśnika. Leozcak wraz z piątką swoich podwładnych (szósty  został zabity przez Hellbata) formują Leokaizera.
Na  koniec zostawiłem trochę miejsca dla mojej ulubionej drużyny: Dino  Force. To właśnie ta banda matołów kupiła moje serce, formujący  Dinokinga (ciekawe, że wszystkie podgrupy, za wyjątkiem Rescue Team,  formują jakiegoś gestalta), do tego jedyni pretenderzy w serii. Jeden  element z nimi związany mi przeszkadza, to właśnie przez nich zginęli  rodzice Jeana. Niemniej, dają nam pełno okazji do wybuchania śmiechem,  zwłaszcza ciągłe ?przepraszam? w wykonaniu Kakury?. Zresztą dialogi  prowadzone przez G?ry? (w przeciwieństwie do reszty dosiada swojej  powłoki, a nie znajduje się w środku) i  Kakury?, również są  fenomenalne. Należy też zauważyć, że mimo tego iż dinozaury mają  mentalność kilkuletnich dzieci (prym w tym wiedzie wspomniany już  Kakury?), to są najwaleczniejszymi wojownikami Destronów, zawsze idą na  pierwszy ogień i zawsze wycofują się ostatni (a to przecie najsłabsza  (nie licząc Rescue Force) drużyna w serii), w dodatku lojalność wobec  ich imperatora jest bezdyskusyjna. Dino Force, podobnie jak Dinoboty, są  bardzo zgraną i oddaną sobie nawzajem grupą. G?ry? jest gotowy umrzeć  za swoich podwładnych i odwrotnie. Dziwna lojalność jak na Destronów?
UWAGA KOLEJNY AKAPIT ZAWIERA SPOILER ODNOŚNIE ZAKOŃCZENIA
Niestety  Deathsaurus nie docenił oddania dinusiów i porzucił ich na Ziemi, którą  chciał zniszczyć, ranni i porzuceni otrzymują pomoc od Cybertronów.  Uszkodzony, zdradzony i jednocześnie wdzięczny swoim wybawicielom G?ry?  przekazuje Jeanowi informacje jak zniszczyć zasilanie kosmicznej fortecy  i to właśnie dzięki nim Cybertroni zwyciężają. Gdyby cesarz Destronów  nie porzucił swoich słabych, choć wiernych żołnierzy, to on odniósłby  zwycięstwo. Po wojnie Dinoforce zamieszkali na ziemi. pomagają w  odbudowie zniszczeń (DINOBUD - ?Bezpieczeństwo Zawsze Pierwsze!?) i  bawią się dziećmi w parku rozrywki.
Muzyka i Animacja
Zawsze  pieję z zachwytu nad animacją w japońskim G1 i jej wyższości nad tą z  amerykańskiego oryginału (który zresztą animowało to samo studio, a  przynajmniej  większość odcinków). Tutaj jest podobnie, choć zauważalne  wtopy się zdarzają, generalnie najbardziej kłują w oczy nie te znaki  frakcyjne co trzeba. Poza tym to wciąż doskonałe japońskie G1, bez setek  Starscremów, dziesiątek Reflectorów i mini Bruticusów. Jeżeli chodzi o  stronę muzyczną to też dostaliśmy to samo co poprzednio plus nowe  kawałki. Opening jest świetny, a tekst piosenki również mi się podoba.  Tak więc mamy tu do czynienia z solidną robotą studia, odpowiedzialnego  za takie produkcje jak ?Mazinger? czy ?Getta Robo?.   
Transformers: Zone
Opening
Generalnie  cały swój pstrokaty i dziwaczny image japońskie G1 zawdzięcza niestety  tym dwudziestu minutom z hakiem, na które składa się całe ?Zone?.  Podobno wyprodukowano pięć czy sześć odcinków, ale te nie ujrzały nigdy  światła dziennego. I się nie dziwie, bo seria dobrze się nie  zapowiadała: jasne wielokolorowe gestalty, nowy szef Destronów jest  jakimś demonem (niczym Devil Z z ?Masterforce?), a nowy wódz  Cybertronów, Dai Atlas, wypada blado przy dużo lepszym i ciekawszym  Victory Saberze (może to wina, że był to jeden odcinek). Jeśli chodzi o  bohaterów ludzkich, to mamy pierwszą w historii parę gejów (w komiksie  Akira został przepisany na dziewczynę; nie było to specjalnie trudne,  gdyż oba dzieciaki wyglądają bardziej kobieco). ?Zone' ma parę zalet,  dobrze prowadzoną i dynamiczną narrację, do tego ładną i szczegółową  animację, lepsze głosy Rescue Team, do tego satysfakcjonujące starcia  wielkich robotów. Ba ten odcinek to dowód na to, że Predaking ma mózg!
Niemniej, nie jest to pozycja obowiązkowa, ani szczególnie dobra. 
Podsumowanie
Myślałem,  że nic nie zagrozi pozycji ?Masterforce? jako mojej ulubionej serii  ?Transformers?. Jednakże ?Victory? przebiło serię z Ginraiem - to  świetnie poprowadzona, dobrze wykonana seria, z dynamicznym i ciekawym  scenariuszem ze sporą dawką humoru i brakiem denerwujących postaci.
Oceny:
Transformers: Victory: 8 Tetsujinów
Transformers: Zone:    5 Tetsujinów