Polski Serwis Mobile Suit Gundam


Transformers: Headmasters

Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
dnia: Luty 19, 2011, 21:45:18
?Headmasters? jest  serią, w której G1 z Japonii rozstaje się już definitywnie z oryginalnym  G1 z USA. Historia dzieje się po trzecim sezonie G1 (czwarty do Japonii  nie dotarł, podobnie zresztą jak film ? stąd w Kraju Kwitnącej Wiśni  powstało ?Scramble City?, będące łącznikiem między sezonami drugim i  trzecim). Galvatron wspomagany przez świeżo przybyłych Zaraka i  Headmasterów znów atakuje Cybetron i Ziemię. Cele? Jak zwykle ten sam -  energia i panowanie nad wszechświatem. Po wielu potyczkach ginie zarówno  Galvatron, jak i Optimus Prime, Rodimus Prime natomiast opuszcza teatr  działań wojennych. Nowym liderem Autobotów (Cybertronów) zostaje  Fortress, a Decepticonów (Destronów) Zarak.
   
?Headmasters?  jest czymś w rodzaju pomostu pomiędzy amerykańską serią, a japońskimi  kontynuacjami G1. Są tu dobrze znane postacie i motywy z oryginalnej  kreskówki, a jednocześnie po trochu wprowadzana jest japońska specyfika  kuzynów przybyszów z Cybertronu, charakterystyczna dla gatunku Super  Robots. Dlatego seria może podejść zarówno fanom klasycznych  Transformerów, jak i dalekowschodnich wielkich robotów, czego niestety  nie można powiedzieć o następnych w kolejce ?Masterforce? i ?Victory?.
 
Jedną  z największych zalet ?Headmasters? jest ciągłość fabularna. Każdy  odcinek wnosi coś do głównego wątku i wpływa (choć niestety często  bardzo nieznacznie) na poszczególne postacie. Transformery przestały w  końcu być nieśmiertelne i niewrażliwe na ogień zaporowy, brak tu typowej  dla całego amerykańskiego świata Transformers (i późnego japońskiego)  zasady: ?Walczę tak dobrze, na ile pozwala mi scenariusz?. Scenarzyści  pozostali konsekwentni i nie osłabiali czy wzmacniali postaci w  zależności od potrzeby chwili, co się im bardzo chwali. Jeśli chodzi o  klimat to jest bardzo ok, chociaż czasami brak wyczucia sytuacji i stąd  często sceny przechodzą z bardzo śmiesznych (lub mających za takowe  uchodzić) w pełne dramatyzmu, przez co widz może czuć się niekomfortowo  (chociażby odcinek, w którym Chromodome musi zastrzelić swojego  najlepszego przyjaciela). Szczególnie za tą sytuacje winni są Daniel i  Wheelie, będący bardziej natrętni i denerwujący niż w amerykańskim G1  (głównie dlatego, że oglądamy ich na ekranie znacznie częściej). Nie  podobało mi się zbytnio też ostateczne starcie na Ziemi, które byłoby  kompletną katastrofą gdyby nie genialne akcje Sixshota. Nie licząc ich  bitwa jest monotonna i nudna. Często żartuje się, że w ?Masterforce? są  elementy Power Rangers. Osobiśvie to właśnie zakończenie ?Headmasters?  mi się z tym skojarzyło. Gdyby nie taki finał, przymknąłbym oko na  niektóre wady i dałbym ?Headmasters? wyższą ocenę, może nawet tak wysoką  jak ?Masterforce?. 
   
Postacie
   
Nie  są one niestety najmocniejszą stroną ?Headmasters?. Ta odsłona  japońskiego G1 cierpi na tą samą przypadłość, co G1 oryginalne: masa  bohaterów i praktyczny brak rozwoju ich (za wyjątkiem Sixshota, który i  tak porządnie zaczyna się rozwijać dopiero przez ostatnie kilka  epizodów; a szkoda, bo motyw jego przyjaźni z Danielem nie tylko  stworzył świetny potencjał na rozwój postaci Sixshota, ale ratował też  postać Daniela). Nawiasem mówiąc, jeżeli uważacie, że Daniel był  wkurzający w trzecim sezonie, to powinniście obejrzeć ?Headmasters?. W  tej serii chłopak bije rekordy w byciu irytującym, a razem z Wheelie'm  tworzą najgorszy duet ever.
 
            Ponarzekało  się na postacie poboczne i komediowe, czas poznęcać się nad ?głównymi?.  Choć w zasadzie nie ma się nad czym rozwodzić ? ot, typowa seria  Transformers, zrobiona nieco bardziej na sposób amerykański niż japoński  (stąd między innymi taka mnogość postaci.) Ogólnie rzecz biorąc nie mam  żadnych pozytywnych, ani negatywnych odczuć ? byli sobie ci dobrzy,  byli sobie ci źli. Tyle. Fortress wypadł ok, jego rola ograniczała się  do transformacji w big mode i kończenia odcinka. Tytułowi Headmasterzy  również byli w porządku, oni dostali najbardziej rozbudowane osobowości  (w szczególności Chromedome, który zaliczył potem cameo w  ?Masterforce?). Oczywiście poza nowymi postaciami pojawili się i starzy  znajomi - Kup (czy może raczej Char, niezłe mu Japońce imię wybrali ^^),  Rodimus, Optimus, wszystkie gestalty, no i sprowadzeni do roli pary  clownów Cyclonus i Scourge. Na dobrą sprawę jednak żaden z nich nie miał  większego wpływu na rozwój akcji. Dodam jedynie, że po tej serii  jeszcze bardziej nie lubię Rodimusa. Po tym jak Scorponok wysadził  Cybertron,  Rod stwierdził bowiem, że... w sumie nic się  takiego nie stało, po czym on, Char vel Kup i Blurr odlecieli w siną  dal, zostawiając Fortressa z całym tym bałaganem. Nice.   
 
            Jeśli  chodzi o nowych Decepticonów czy jak kto woli Destronów, to dzieli i  rządzi wspomniany już Sixshot (gdzieś zasłyszałem, że SixKnight z  Masterforce, to w rzeczywistości przebudowany Sixshot). Jest  niejednoznaczny, dobrze prowadzony, a jego pojedynek z Ultra Magnusem to  jedna z najciekawszych walk serii. Do tego wspomniana już przyjaźń z  Danielem (wiem, że to głupio brzmi, ale pomysł poprowadzony kapitalnie).  Reszta już nie jest tak ciekawa. Zaraka można przełknąć; typowy, żądny  władzy nad kosmosem tyran. W sumie poza kilkoma punktami IQ więcej nie  różni się zbytnio od Megatrona czy Galvatrona. Jeśli chodzi o nowe  podgrupy, to albo goście są tłem, albo są bardziej zabawni niż  niebezpieczni (o dziwo, Headmasterzy). Największy zarzut jaki mam do  Destronów: Missfire jako jeden z najlepszych strzelców.   
   
Muzyka i Animacja
   
Animacja  ?Headmasters? to ogromny skok jakościowy w stosunku do oryginalnego G1.  Przede wszystkim jest dużo mniej wpadek animacji (zanik tych, które  określam jako "jaskrawe" będziemy mieli dopiero od ?Masterforce?), więc  nie zobaczymy tysięcy Starscreamów czy dwudziestu Reflectorów, jedynie  Bruticus znów miał tendencje pokazywać się w towarzystwie swoich  komponentów i parę razy kilku Cybertronów stwierdziło, że lepiej jest  być Destronem (sądząc po znaczkach frakcyjnych), nie mówiąc już o tym,  że dwóch Destronów ?cudownie przywrócono do życia" i dano im nawet  wygłosić kilka linijek tekstu.
 
            Muzyka  przez wszystkie serie japońskiego G1 jest w zasadzie taka sama. Wiele  utworów się powtarza, ale nie przeszkadza to w oglądaniu i doskonale  poprawia wrażenie ciągłości pomiędzy wszystkimi tymi seriami.
   
Podsumowanie
   
            Mimo  wielu wad ?Headmasters? ogląda się dobrze. Większość elementów  humorystycznych naprawdę śmieszy, bitwy i pojedynki są ciekawe i dobrze  zrealizowane (za wyjątkiem wspomnianego już finału). Jest to solidna  dobrze zrealizowana seria o Transformers i co najważniejsze nie ma  spadku poziomu w stosunku do G1, a to nie często się zdarza.
   
Ocena:
 
6 Tetsujinów   ?Headmasters? jest  serią, w której G1 z Japonii rozstaje się już definitywnie z oryginalnym  G1 z USA. Historia dzieje się po trzecim sezonie G1 (czwarty do Japonii  nie dotarł, podobnie zresztą jak film ? stąd w Kraju Kwitnącej Wiśni  powstało ?Scramble City?, będące łącznikiem między sezonami drugim i  trzecim). Galvatron wspomagany przez świeżo przybyłych Zaraka i  Headmasterów znów atakuje Cybetron i Ziemię. Cele? Jak zwykle ten sam -  energia i panowanie nad wszechświatem. Po wielu potyczkach ginie zarówno  Galvatron, jak i Optimus Prime, Rodimus Prime natomiast opuszcza teatr  działań wojennych. Nowym liderem Autobotów (Cybertronów) zostaje  Fortress, a Decepticonów (Destronów) Zarak.
           
?Headmasters?  jest czymś w rodzaju pomostu pomiędzy amerykańską serią, a japońskimi  kontynuacjami G1. Są tu dobrze znane postacie i motywy z oryginalnej  kreskówki, a jednocześnie po trochu wprowadzana jest japońska specyfika  kuzynów przybyszów z Cybertronu, charakterystyczna dla gatunku Super  Robots. Dlatego seria może podejść zarówno fanom klasycznych  Transformerów, jak i dalekowschodnich wielkich robotów, czego niestety  nie można powiedzieć o następnych w kolejce ?Masterforce? i ?Victory?.
     
Jedną  z największych zalet ?Headmasters? jest ciągłość fabularna. Każdy  odcinek wnosi coś do głównego wątku i wpływa (choć niestety często  bardzo nieznacznie) na poszczególne postacie. Transformery przestały w  końcu być nieśmiertelne i niewrażliwe na ogień zaporowy, brak tu typowej  dla całego amerykańskiego świata Transformers (i późnego japońskiego)  zasady: ?Walczę tak dobrze, na ile pozwala mi scenariusz?. Scenarzyści  pozostali konsekwentni i nie osłabiali czy wzmacniali postaci w  zależności od potrzeby chwili, co się im bardzo chwali. Jeśli chodzi o  klimat to jest bardzo ok, chociaż czasami brak wyczucia sytuacji i stąd  często sceny przechodzą z bardzo śmiesznych (lub mających za takowe  uchodzić) w pełne dramatyzmu, przez co widz może czuć się niekomfortowo  (chociażby odcinek, w którym Chromodome musi zastrzelić swojego  najlepszego przyjaciela). Szczególnie za tą sytuacje winni są Daniel i  Wheelie, będący bardziej natrętni i denerwujący niż w amerykańskim G1  (głównie dlatego, że oglądamy ich na ekranie znacznie częściej). Nie  podobało mi się zbytnio też ostateczne starcie na Ziemi, które byłoby  kompletną katastrofą gdyby nie genialne akcje Sixshota. Nie licząc ich  bitwa jest monotonna i nudna. Często żartuje się, że w ?Masterforce? są  elementy Power Rangers. Osobiśvie to właśnie zakończenie ?Headmasters?  mi się z tym skojarzyło. Gdyby nie taki finał, przymknąłbym oko na  niektóre wady i dałbym ?Headmasters? wyższą ocenę, może nawet tak wysoką  jak ?Masterforce?. 
           
Postacie
           
Nie  są one niestety najmocniejszą stroną ?Headmasters?. Ta odsłona  japońskiego G1 cierpi na tą samą przypadłość, co G1 oryginalne: masa  bohaterów i praktyczny brak rozwoju ich (za wyjątkiem Sixshota, który i  tak porządnie zaczyna się rozwijać dopiero przez ostatnie kilka  epizodów; a szkoda, bo motyw jego przyjaźni z Danielem nie tylko  stworzył świetny potencjał na rozwój postaci Sixshota, ale ratował też  postać Daniela). Nawiasem mówiąc, jeżeli uważacie, że Daniel był  wkurzający w trzecim sezonie, to powinniście obejrzeć ?Headmasters?. W  tej serii chłopak bije rekordy w byciu irytującym, a razem z Wheelie'm  tworzą najgorszy duet ever.
     
            Ponarzekało  się na postacie poboczne i komediowe, czas poznęcać się nad ?głównymi?.  Choć w zasadzie nie ma się nad czym rozwodzić ? ot, typowa seria  Transformers, zrobiona nieco bardziej na sposób amerykański niż japoński  (stąd między innymi taka mnogość postaci.) Ogólnie rzecz biorąc nie mam  żadnych pozytywnych, ani negatywnych odczuć ? byli sobie ci dobrzy,  byli sobie ci źli. Tyle. Fortress wypadł ok, jego rola ograniczała się  do transformacji w big mode i kończenia odcinka. Tytułowi Headmasterzy  również byli w porządku, oni dostali najbardziej rozbudowane osobowości  (w szczególności Chromedome, który zaliczył potem cameo w  ?Masterforce?). Oczywiście poza nowymi postaciami pojawili się i starzy  znajomi - Kup (czy może raczej Char, niezłe mu Japońce imię wybrali ^^),  Rodimus, Optimus, wszystkie gestalty, no i sprowadzeni do roli pary  clownów Cyclonus i Scourge. Na dobrą sprawę jednak żaden z nich nie miał  większego wpływu na rozwój akcji. Dodam jedynie, że po tej serii  jeszcze bardziej nie lubię Rodimusa. Po tym jak Scorponok wysadził  Cybertron,  Rod stwierdził bowiem, że... w sumie nic się  takiego nie stało, po czym on, Char vel Kup i Blurr odlecieli w siną  dal, zostawiając Fortressa z całym tym bałaganem. Nice.   
     
            Jeśli  chodzi o nowych Decepticonów czy jak kto woli Destronów, to dzieli i  rządzi wspomniany już Sixshot (gdzieś zasłyszałem, że SixKnight z  Masterforce, to w rzeczywistości przebudowany Sixshot). Jest  niejednoznaczny, dobrze prowadzony, a jego pojedynek z Ultra Magnusem to  jedna z najciekawszych walk serii. Do tego wspomniana już przyjaźń z  Danielem (wiem, że to głupio brzmi, ale pomysł poprowadzony kapitalnie).  Reszta już nie jest tak ciekawa. Zaraka można przełknąć; typowy, żądny  władzy nad kosmosem tyran. W sumie poza kilkoma punktami IQ więcej nie  różni się zbytnio od Megatrona czy Galvatrona. Jeśli chodzi o nowe  podgrupy, to albo goście są tłem, albo są bardziej zabawni niż  niebezpieczni (o dziwo, Headmasterzy). Największy zarzut jaki mam do  Destronów: Missfire jako jeden z najlepszych strzelców.   
           
Muzyka i Animacja
           
Animacja  ?Headmasters? to ogromny skok jakościowy w stosunku do oryginalnego G1.  Przede wszystkim jest dużo mniej wpadek animacji (zanik tych, które  określam jako "jaskrawe" będziemy mieli dopiero od ?Masterforce?), więc  nie zobaczymy tysięcy Starscreamów czy dwudziestu Reflectorów, jedynie  Bruticus znów miał tendencje pokazywać się w towarzystwie swoich  komponentów i parę razy kilku Cybertronów stwierdziło, że lepiej jest  być Destronem (sądząc po znaczkach frakcyjnych), nie mówiąc już o tym,  że dwóch Destronów ?cudownie przywrócono do życia" i dano im nawet  wygłosić kilka linijek tekstu.
     
            Muzyka  przez wszystkie serie japońskiego G1 jest w zasadzie taka sama. Wiele  utworów się powtarza, ale nie przeszkadza to w oglądaniu i doskonale  poprawia wrażenie ciągłości pomiędzy wszystkimi tymi seriami.
           
Podsumowanie
           
            Mimo  wielu wad ?Headmasters? ogląda się dobrze. Większość elementów  humorystycznych naprawdę śmieszy, bitwy i pojedynki są ciekawe i dobrze  zrealizowane (za wyjątkiem wspomnianego już finału). Jest to solidna  dobrze zrealizowana seria o Transformers i co najważniejsze nie ma  spadku poziomu w stosunku do G1, a to nie często się zdarza.
           
Ocena:
     
6 Tetsujinów