Polski Serwis Mobile Suit Gundam


Tadao Nagahama's Trilogy - Combattler V, Voltes V i Daimos

Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1177
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
dnia: Październik 29, 2008, 22:00:27
Trylogia która odmieniła wielkie roboty, a przede wszystkim jej trzecia część Toho Daimos, zanany u nas jako Generał Daimos, ta seria jest niczym Primus (czyt. Prajmus) dla TF, to w Daimosie narodziły się Real Mecha, które później rozwinął Gundam, a później do perfekcji rozwinął Macross...
 Pozostałe części tej trylogii (Daimos jest ostatnią częścią), to typowe przykłady Super Robots tamtego okresu, mechy są kombainerami i posiadają podobnych bohaterów i fabułę (źli obcy atakują Ziemie, a Robot jest ostatnią  skuteczną linią obrony. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie po przejrzeniu tych serii (oglądać będę wkrótce), bardziej spodobał mi się Combatler, sam design mecha bardzo mi się podoba.
 Daimosa jak już napisałem należy czcić, to świetna wręcz rewolucyjna seria jaka ukazała się w końcu lat 70tych, skończyła z stereotypem mechów kombinerów (choć później również takowe występowały, lecz zdecydowanie, rzadziej) Daimos był również transformerem :):
Combattler V
http://www.youtube.com/watch?v=qcA1wA8xW6o&eurl
Voltes V
http://www.youtube.com/watch?v=Yt8cHqmhWv4
Toho Daimos
http://www.youtube.com/watch?v=wVHJ0Xs3 ... re=related
http://www.youtube.com/watch?v=mvpOIKZhSwc&NR=1


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1177
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 05, 2009, 16:22:41
Ch?denji Robo Combattler V

Rok Produkcji: 1976-1977
Liczba Odcinków: 54

Fabuła:
Combattler V jest serią otwierającą Robot Romance Trilogy, cyklem trzech serii związanych ze sobą jedynie imieniem twórcy.
Sama historia jest dosyć typowa dla serii z gatunku SuperRobots, ot jest rasa obcych, którzy przybyli na ziemie i chce ją podbić, a drużyna Combattlera jest jedyną linią obronny ludzkości przeciwko obcym, którzy za każdym razem wysyłają to, co innego robota czy innego stwora by podbić ziemię. Historie można podzielić na dwa rozdziały. Pierwszy to początkowe próby podboju Ziemi przez Oreane i Garude, a gdy zostają pokonani, przybywają główne siły Imperium Campbell, wraz z samą Cesarzową, a w tym wszystkim niewielki, wręcz jedynie zaznaczony wątek romantyczny, w końcu to Romance Trylogy?.
Brzmi sztampowo i seria jest sztampowa, wręcz do bólu. To typowe Super Robots, z typowymi dla tego gatunku przywarami. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że coś takiego jak Real Robots, żeby zaistnieć potrzebowało jeszcze trzech lat, to Combattlerowi można wiele wybaczyć, bo przy masie mankamentów i przywar, seria ma pełno zalet.
Przede wszystkim bardzo dobrze się ją oglądała, cześć odcinków, co prawda nuży i nie da się obejrzeć np. trzech pod rząd. Ale oglądając jeden odcinek dziennie, wyciągniemy z Combattlera masę zabawy. Choć większość odcinków jest mocno schematyczna i zarówno fabułę jak i zgony można bardzo łatwo przewidzieć. To zdarzają się prawdziwe perełki. Szczególnie odcinki rozwiązujące jakieś wątki: Pokonanie Garudy czy Cesarzowej, czy odcinek, który rozwiązał wątek miłosny pary głównych bohaterów, jak i jeszcze kilkanaście innych świetnych trzymających w napięciu odcinków. No i rzecz jasna postacie, których opisze w kolejnym akapicie, dostali sporo własnego czasu, na rozwój, przez co nie byli jak zazwyczaj jedynie statystami, dającymi tło do kolejnej walki robotów. Combattler jest serią stosunkowo krwawą, ginie wielu bohaterów drugoplanowych (Jednoodcinkowce) i tysiące statystów, to jest cywilów. Wrył mi się obraz kobiety z dzieckiem wypadającej z diabelskiego młyna w pierwszym odcinku. Jednym słowem nie jest to jak typowa amerykańska kreskówka, gdzie mimo olbrzymiego konfliktu nigdy nie ma strat w ludziach. Tutaj nie ma koloryzowania. Zarówno Slave Monstery jak i Magma Beasty niszcząc miasta zabijają również cywili.

Postacie:
Bohaterowie pozytywni to oczywiście drużyna Combattlera, Robot Ropet, który jest niezbędny do tego, aby poszczególne moduły Combattlera mogły się połączyć i Professor Yotsuya, który po śmierci swojego przyjaciela i twórcy Combattlera, przejmuje dowodzenie nad Nanbara Connection. Głównym bohaterem jest Hyouma Aoi typowy młody gniewny z motocyklista, dowodzi grupą i z czasem staje się odpowiedzialnym dowódcą, zakochuje się zresztą ze wzajemnością w Chizuru czwartym członku drużyny, która z pozoru wydaje się być dodana tylko po to, aby ładnie wyglądać. Jednak jej postać sporo nadrabia w drugiej połowie serii. Juzo, drugi członek załogi, to doskonały strzelec, mistrz olimpijski i w głównej mierze samotnik, typowy dla tego okresu ?Amerykański członek załogi japońskiego robota?, jedyne postacie, które nie otrzymały wystarczająco czasu to Daisaku, tęgi mistrz Judo i Kosuke, chłopiec geniusz. Profesor Yotsuya to zrzędliwy, nienawidzący ludzi naukowiec lubiący zajrzeć do kieliszka, wraz z Rometem stanowią genialny duet. W połowie serii doszli Kinta i Chie dzieci nowego kucharza, które stanowią bardziej tło komediowe, zmniejszające powagę serii nakreśloną w pierwszej części serii.
Z wrogów tak naprawdę ciekawy był tylko Garuda, główne siły obcych w postaci Cesarzowej i jej generałów byli sztampowi bez żadnych zaskakujących cech. Garuda się rozwijał, pojawiały się wątpliwości, miał swój honor? a reszta no cóż szkoda gadać.

Roboty:
Combattler jest combinerem, łączy się z 5 różnych pojazdów, gdy Ropet wyśle odpowiednie sygnały, gdy umysły członków drużyny są odpowiednio zsynchronizowane. Sam robot prezentuje masę zaskakującego i czasami nietypowego uzbrojenia, opartego na elektromagnetyzmie, Super elektromagnetyczne Yo-yo to mój faworyt, jak i kończący Spin czy huragan, do tego dochodzi dodatkowe uzbrojenie powstałe w po pokonaniu Garudy Laser V, i przypominające ostrza Daimosa miecze.
Wrogie maszkary to Slave Monstery (wysyłane przez Garudę) i Magma Beasty (wysyłane przez cesarzową). Są różnorakie i dziwaczne i często ich ryk jest zapożyczony z filmów o godzili (w tym i ryk samego Godzili).

Animacja i Muzyka:
Druga połowa lat 70tych? stara piękna ręcznie rysowana animacja? No cóż to kwestia gustu czy ktoś lubi supernowoczesną grafikę, czy starą animacje. Ja preferuje starocie i bardzo mi się animacja Combattlera podobała, bardzo przypominała mi Daimosa, którego oglądałem jakiś czas temu i najprawdopodobniej i niedługo go obejrzę ponownie. Stylistyka jest po prostu przepiękna.
Muzyka w wykonaniu Mizuki Ichiro wymiata, szczególnie utwór z openingu, który jest bardzo często wykorzystywany w samym serialu, szczególnie podczas formowania się Combattlera czy momentów, w których robot zadaje decydujące uderzenie. Ending, również świetny: ??Lets Combine!?

Podsumowanie:
Choć seria przy Real Robots blednie, to jednak trzeba zaznaczyć, że Combattler był pierwszą serią, która chciała być czymś więcej niż tylko reklamą zabawek, bardziej poważna fabuła i rozwój postaci. Był to pierwszy krok na drodze do Real Robots.
Moja Ocena: 7 Tetsujinów.


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1177
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 01, 2009, 19:28:53
Ch?denji Machine Voltes V
Rok Produkcji: 1977
Liczba Odcinków: 40+Special

Fabuła:
Potężne Imperium Bozan rasy ludzi z rogami (jak diabły) chce podbić Ziemie, a jedyną przeszkodą w tym jest piątka młodych ludzi pilotujących najnowocześniejszą broń stworzona przez genialnego naukowca Profesora G?; SuperElektromagnetyczną Maszynę VoltesaV.
Początkowo do Voltesa V podchodziłem z dość porą rezerwą, głównie dzięki Openingowi, gdzie widzieliśmy postacie łudząco podobne do tych, które można było oglądać rok wcześniej w Combattlerze. Oczekiwałem raczej powtórki z historii, czyli połowa serii będzie dosyć poważna, a reszta zamieni się w komedie tak jak było z Combattlerem. Na całe szczęście nie mogłem się bardziej mylić. Voltes V okazał się bardzo dobrą, wciągającą serią z zaskakująco rozbudowaną jak na Superrobots fabułą, do tego drugi tom trylogii cechował się sporą powagą, zapewne niespotykaną do tej pory w gatunku Wielkich Robotów. Seria pokazywała przede wszystkim jak kruche jest ludzkie życie, i jak ważna jest wolność i równość. Bardzo mnie zaskoczyła fabuła, nie spodziewałem się aż tak skomplikowanej akcji. Seria dokonała naprawdę ogromnego kroku w kierunku do tego, co pokazał nam dwa lata później Tomino, poszedł tam gdzie Combattler nie miał odwag, nie spuścił z tonu i utrzymał bardzo poważny klimat. W zasadzie jedynym zgrzytem to charakteryzująca wszystkie SuperRobots schematyczność niektórych postaci i konstrukcji odcinków, która często jest łatwa do przewidzenia. Jednak, jakość odcinków znacznie się poprawia w finale serii. Bo jeżeli finał Combattlera był mocno nijaki i nieco rozczarowujący, to zakończenie Voltesa było wręcz epickie, no i oglądając oblężenie stolicy Imperium mocno przychodzi na myśl Bitwa o Autobot City z Transformers: The Movie. Na zakończenie chciałem zwrócić uwagę na złe Imperium, które przypomina okres dekadencji XIX wieku. Bajecznie bogata klasa notabli (do której należą Bozanie z rogami) i klasa niewolników, wyglądających jak zwyczajni ludzie Bozan bez rogów. Obserwujemy narodziny i rozwój ruchu oporu. Podobny wątek, też był w Combattlerze, ale tam o sytuacji na rodzinnej planecie złej cesarzowej dowiadujemy się tylko z rozmów postaci negatywnych.

Postacie:
Jeśli można powiedzieć, że w Combattlerze mieliśmy postacie wyglądające jak w kreskówce i tak często się zachowujące, to w Voltesie jest dokładnie odwrotnie. Styl rysowania postaci, ich charakter, zachowania i rozmowy wyraźnie wskazują na zupełnie inny poziom prowadzenia bohaterów. Najsilniejszym punktem Voltesa V, są postacie wspomagające piątke głównych bohaterów. Na szczególną uwagę zasługuje trzeci dowódca Big Falcona Prof. Sakunji, który należy do ?Dobrych Drani? ma bardzo efektywne wejście, wydaje się początkowo bezduszny, dążący do wyznaczonego celu nie licząc się z ludźmi. Jednak to tylko pozory i co odcinek pojawia się jakaś ludzka strona profesora (moment, jak stwierdził, że Voltes Team nie ma dyscypliny i kazał zabrać im wszystkie prywatne rzeczy? bezcenny). Podobnie jak reszta postaci drugoplanowych, które są o wiele ciekawsze jak główna piątka i Profesor G? (którego sama historia jest bardzo ciekawa). Jednak gwiazdą całego przestawienia jest główny przeciwnik Voltesa V. Heinel, który tak naprawdę jest postacią tragiczną, to jego dotyczy romans (jeden z motywów łączących wszystkie trzy serie). Z pozoru nudna i przewidywalna postać, jednak pod koniec serii staje się ogromnie interesujący. No i niestety bardziej podobała mi się drużyna z Combattlera mimo tego, że byli znacznie mniej rozbudowani niż ich odpowiedniki z Voltesa.

Roboty:
Podobnie jak Combattler, Voltes V jest Combinerem łączącym się z pięciu maszyn bojowych o charakterystycznych, odmiennych sobie cechach a jego broń oparta jest na Super Elektromagnetyzmie. I tu trzeba oddać palmę pierwszeństwa Combattlerowi. W Voltesie, czasami trudno rozróżnić poszczególne maszyny i ciężko wyróżnić ich specjalizacja. Za to we wcześniejszym rozdziale trylogii, każdy podzespół miał bardzo charakterystyczne, trudne to pomylenia z innymi częściami cechy. Sam Voltes też ma nieco słabszy moim zdaniem design od Combattlera, ale to już kwestia gustu. Z różnorakich dziwacznych broni najbardziej podobały mi się bączki na sznurek, które były całkiem widowiskowe, a kończący Miecz niebios, dużo lepszy od Spinu Combattlera.

Animacja i Muzyka:
Animacja jest świetna, charakterystyczna później też dla Daimosa, czyli całkiem realistycznie oddająca świat i bohaterów. Wiem, że to mocno fanboyowe, ale naprawdę wole tą ręczną kreskę niż do obrzydzenia piękne gładziutkie wyreendowane postaci, których płeć rozpoznajemy po fryzurze i biuście Godna uwagi jest też sekwencja połączenia podzespołów w Voltesa V pełna szczegółów. Muzyka świetna, bardzo charakterystyczna dla tego okresu w Anime. Moim ulubionym utworem jest Ending. Baaardzo klimatyczny. Muzyka wewnątrz serii, również bardzo współgra ze wszystkim.

Podsumowanie:
Kolejny milowy krok w kierunku Real Mecha, świetna nie banalna (jak na te kategorie) fabuła i bardzo ciekawe postacie drugoplanowe, zdecydowanie lepsza seria od Combattlera i w zasadzie, gdyby piątka głównych bohaterów była lepiej poprowadzona Voltes dostałby oczko wyżej. Gorąco polecam, fanom klasyki i dobrego kina.
PS. Special to odcinek, który streszcza całość w kilkanaście minut...
Moja Ocena: 8 Tetsujinów.