Polski Serwis Mobile Suit Gundam


Byston Well

Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
dnia: Grudzień 18, 2013, 20:17:35
            Aura Battler Dunbine jest adaptacją autorskiej powieści Tomino: ?The Wings of Rean?. Jej  akcja toczy się w świecie Byston Well, który można zlokalizować gdzieś pod oceanem (w Byston Well nie ma nieba, tylko ocean). Główny bohater serii, młody Japończyk Shou Zama,  wraz z dwoma innymi ludźmi zostaje przeniesiony z Ziemi do tajemniczego świata Byston Well. Tam dostaje się ?pod opiekę? lokalnego władcy Drake?a i musi walczyć za pomocą Aura Battlera z jego przeciwnikami. Jednak poprzez działania samego Drake?a jak i perswazje wrogiego pilota Marvel Frozen, Shou dołącza do załogi Zelany i rozpoczyna walkę z Drakiem i jego planami podbicia Byston Well.
           
Brzmi sztampowo, to prawda, ale tak nie jest. Aura to niesamowita i wciągająca historia o walce dobra ze złem i o tym co trzeba poświecić dla uzyskania pokoju nie tylko w Byston Well, ale i na Ziemi (nazywanej Upper Earth). Jak się okazało cena była ogromna, wręcz nie do opisania. Co prawda do finału z Ideona, gdzie zniszczeniu uległ cały wszechświat, daleka droga, ale jednak w pewien sposób było gorzej. Może dlatego, że postacie były tak sympatyczne, a spotkał je tak okropny los? Dlatego też Dunbine jest pierwszą serią, której finał obejrzałem fragmentarycznie, a reszty dowiedziałem się ze streszczeń na MAHQ.net. To było po prostu nie na moje nerwy. Tym bardziej widać jak świetnie zostały napisane postacie, skoro aż odmówiłem sobie oglądania ich tragedii w ostatnich odcinkach. Fabuła w zasadzie dziur nie ma, a postanowiłem sobie za cel szukanie wszelakich wpadek, czy pominięć jakiś wątków. Tomino jednak wszystko pozamykał szczelnie i nic nie poprzepadało, a wątki zostały zakończone w sposób fachowy i bez leniwych skrótów. Jedyne co pod względem fabuły mi przeszkadzało (oprócz finału, do którego jednak nie można się przyczepić tylko dlatego, że jest taki tragiczny) to ciągłe porażki naszych bohaterów pod koniec serii. Głównie dlatego, że w pewnym momencie zaczynałem stwierdzać, że to nie los rzuca Shou i jego grupie kłody pod nogi, ale scenariusz. Drażniące to po prostu było.

Bardzo istotnym elementem serii są Aury, które posiada każda osoba. Jednak w świecie Byston Well szczególnie silna aura charakteryzuje osoby z Ziemi, dlatego Drake sciąga ich za pomocą schwytanej Ferario. Na szczęście nie był to element szybko zapomniany z powodu tego, że trzeba pokazać kolejne masywne bitwy mechów. O nie, Aury stanowiły niezwykle istotny element, aż do końca serii. Mogliśmy zobaczyć w jakie strony mogą się rozwinąć i jakie są konsekwencje utraty kontroli nad własną mocą.

Klimat Świata Byston Well miażdży, to  kraina fantasy z najróżniejszymi, ciekawymi stworami. Sporo zwierząt ma rogi. Na przykład konie to w zasadzie jednorożce, a w tle można też było zauważyć żabę z rogiem. Fajnie też wyjaśniono w jaki sposób pozyskuje się materiał do Aura Battlerów? Atmosfera w serii jest bardzo różnorodna - od sielanki po głębiny depresji i powagi. Byston Well jest krainą podzieloną na wiele królestw, a każdym z nich włada zawsze bardzo charakterystyczny władca. Od bezwzględnego tyrana Drake?a, po mądrą i dobrą Celię Lapanę. Oprócz typowych dla Tomino politycznych zagrywek między państwami, dostajemy jeszcze szczyptę konfliktów i interesów rodowych. Naprawdę Tomino udało się stworzyć coś zajście oryginalnego.

Konstrukcja serii bardzo mi się podobała, choć jak na mój gust wciąż było nieco za dużo walk. Jednak tutaj zrobiono to dużo lepiej niż w Ideonie, gdzie kolejne batalie bardzo męczyły i często dominowały w odcinkach. Tutaj bitwy szczególnie na początku serii pokazane są znakomicie. Nie było zbyt wielu Aura Battlerów i kolejne pojedynki Shou z Toddem oglądało się niezwykle przyjemnie. Miały one swój unikalny styl prawdziwych pojedynków, a nie bezmyślnego strzelania gdzie popadnie, jak to zazwyczaj bywa. Nawet gdy mechów zrobiło się więcej, to pojedynki głównych bohaterów są wciąż ukazywane ze sporym kunsztem.
Postacie
            W tym aspekcie Dunbine?a można określić jako Anty Ideona, gdyż niemal wszystkie postacie z obozu ?tych dobrych? zyskały moją ogromną sympatię. Szczególnie para głównych bohaterów Shou Zama i Marvel Frozen przypadła mi do gustu.

Shou na przestrzeni tych wszystkich odcinków rozwija się kapitalnie i z wypiekami na twarzy śledziłem jego losy i rozwijające się relacje z Marvel. Z samolubnego, mającego w nosie co dzieje się w Byston Well, chcącego jedynie wrócić do domu nie patrząc na koszty Shou przeistacza się w kogoś bardzo odwrotnego. Można powiedzieć, że był czymś w rodzaju połączenie Amuro i Kamillie.

Ta z kolei wymiatała jako pilot i bardzo mi się nie podobało jak pod koniec serii straciła sporo ze swoich początkowych świetnych umiejętności, ba była swoistym Charem tej serii przez jakiś czas (próbowano to wytłumaczyć słabszą Aurą, ale ja tego nie kupuje), poza byciem świetnym pilotem, była niezwykle sympatyczną, niezależną dziewczyną o do bólu dobrym sercu, tym bardziej nie chciałem oglądać tych dwóch ostatnich epów? Zarówno Marvel doskonale uzupełniała Shou jak i Shou uzupełniał Marvel, oboje się od siebie uczyli (głównie to Shou uczył się od Maevel).

Trzecią główną bohaterką, była Cham z rasy przypominające wróżki istot zwanych Ferario (te same dzieliły się na kilka rodzajów i mocno wpływały na co poniektóre wydarzenia w serii). Niektórym może źle się skojarzyć z dzwoneczkiem z Piotrusia Pana, ale Cham w przeciwieństwie do niej nie jest samolubną su? dziewczyną i niezwykle martwi się o swoich współtowarzyszy, była swoistym miernikiem nastrojów reszty bohaterów z Zelany.


Reszta obozu szlachetnych wojowników nie przestawiała się gorzej Nie Gievun(czyt. Nill) był dobrym dowódcą, choć czasami dawał ponieść się emocjom, co akurat dobrze świadczyło o nim jako o człowieku. Pilot Zelany też gdzieś migał i dodawał swoje trzy grosze. Elle Humn, która swoją Aurę rozwinęła w swego rodzaju telepatię i później stała się jedną z najbardziej empatycznych postaci. No i Keen Kiss, którą można by podsumować jako udaną wersje Katza. Dosyć istotną i jednocześnie najbardziej tragiczną postacią była córka Drake?a: Emille.

Jednak z bohaterów drugiego planu urzekła mnie najbardziej postać królowej Ciely Lapany. Zarówno za jej przeogromną charyzmę i dobroć ( Ciela to taka bardziej bezwzględna Dianna z Turn A) jak i genialny głos pani Miki Takahashi, która spotęgowała każdy aspekt tej postaci.

Tomino, gdy tworzy poszczególne frakcje w swoich seriach, ma chyba zawsze dwa klucze -  albo tworzy dwa mocno niejednoznaczne obozy, albo: Ci dobrzy, są bardzo dobrzy, ale nie są doskonali i możemy się z nimi identyfikować z powodu ich ułomności oraz  podziwiać za hart ducha i wierność swoim wartościom pomimo przeciwności losu. Ci źli, to już takie obrzydliwe indywidua, że najchętniej chciałoby się ich wszystkich powystrzelać. Niby niektórzy mieli jakieś pozytywne cechy np. Burne czy Todd, albo nieciekawą przeszłość jak Jeryll, ale to było za mało, aby wywołać u mnie coś na kształt sympatii. Reszta to już banda prawdziwych zwyrodnialców z Drakiem głównym antagonistą na czele. Był on żądnym władzy bezdusznym tyranem (taki Gihern tyle że pozbawiony resztek empatii). No i na koniec Shot Weapon (potomek Luncha Bozooki i Arrowa Bowa), którego jak się przekonujemy w OVIE będącej sequelem spotkała największa kara.
Mechy
Nie pomnę gdzie, ale przeczytałem raz, że Dunbine miał spory wpływ na powstanie dosyć popularnej na świecie (i w Polsce) serii Vision of Escaflowne (klasyk rodzimego Hypera). Widać to zarówno w pewien sposób fabularnie jak i mechowo. Jednak,  o ile Guymelefy raczej szły w bardziej rycerski i smoczy design, to Aura Battlery bardzo przypominały owady z głównym Dunbinem na czele. Jednak to nie wygląd urzekł mnie w tym aspekcie opowieści, a fakt, że Shou przez większość serii latał jednym ze słabszych maszyn w serii, a przewagę nad przeciwnikami zawdzięczał rosnącym umiejętnością i swojek Aurze. Później niestety przesiada się na Bibine?a, będącego najnowocześniejszym Aura Battlerem. Niemniej za wyjątkiem paru odcinków nie dało się odczuć jakieś większej przewagi nad innymi. Reszta mechów była w porządku, każdy reprezentował bardzo przemyślany i ciekawy design i mimo paru podobieństw niektórych maszyn, wszystkie były unikalne i interesujące.     

Animacja i Muzyka
Standardowa animacja Sunrise z połowy lat 80tych. Mocno przypomina mi Zete Gundam. Bardzo przemyślanie wykorzystywano stałe klipy, maskując je tak doskonale, że w ogóle nie były zauważalne. Ogromnie mnie to cieszy, bo mimowolnie zawsze zwracam uwagę na takie cuś. Generalnie animacja jest świetna i doskonale reprezentuje styl lat 80tych.

Muzyka jest wspaniała. Utwór z Openingu ciągle siedzi mi w głowie, a pozostałe utwory doskonale budują klimat świata Fantasy jakim jest Byston Wall, który z sielankowych motywów może od razu przeskoczyć na mroczne i depresyjne  utwory doskonale potęgujące powagę sytuacji. Cała muzyka zawiera się w 4 soundtrackach.
Podsumowanie
            Mam spory problem z tą serią, bo niezwykle mi się podoba, świetnie się ogląda, świat przedstawiony jest bardzo ciekawy, postacie niezwykle sympatyczne i charyzmatyczne, a fabuła wciąga. Jednak są tutaj bolączki - spadek formy Marvel, końcówka serii na Ziemi, no i hiper depresyjne zakończenie zniechęcają mnie do powrotu do niej. Wielka szkoda, bo Shou i Marvel stali się jednymi z moich ulubionych postaci z nie Gundamowych serii.
Ocena
Mimo kilku wad 10/10 klasyka.


Recenzja: http://wielkieroboty.blogspot.com/2013/12/aura-battler-dunbine.html
« Ostatnia zmiana: Grudzień 18, 2013, 20:50:56 wysłana przez Broken Fang »


Suavek

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1623
    • Zobacz profil
    • http://ja.gram.pl/SuavekS
Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 18, 2013, 20:34:47
To się wysiliłeś z tematem.

W linki nie klikam.


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 18, 2013, 20:52:39
Zatem proszę Cię  bardzo tekst recenzji przekopiowany na Forum.


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 20, 2013, 17:55:49
Teraz idziemy w nieco mniej znane części uniwersum Byston Well.



 Aura Battler Dunbine: The Tale of Neo Byston Well
Rok produkcji: 1988
Liczba odcinków: 3
Uniwersum: Byston Well

Recenzja: http://wielkieroboty.blogspot.com/2013/12/aura-battler-dunbine-tale-of-neo-byston.html

 
Aura Battler Dunbine: The Tale of Neo Byston Well
Rok produkcji: 1988
Liczba odcinków: 3
Uniwersum: Byston Well
Fabuła
Rzecz dzieje się 700 lat po wydarzeniach z serii Aura Battler Dunbine. Czarny rycerz Rabaan (enter your one Dune joke here) wraz ze swoją armią napada na małe państewko rządzone przez księżniczkę  Remul Jilfird, gdyż ta jest strażniczką bliżej nieokreślonego skarbu, który może mu pomóc w podboju Byston Well. Sam korzystając z Aura Battlera szybko pokonuje obronę, jednak dzięki młodemu łowcy Shionowi Zabie i ferario Silky udaje im się zbiec. Shion okrywa, że tajemniczym skarbem strzeżonym przez Remul jest Aura Battler Silbine. Dzięki któremu może rozpocząć walkę z Rabaanem, który ma też matrymonialne plany wobiec Remul. Tymczasem w zamku Czarnego rycerza, upiór pamiętający wojnę sprzed 700lat knuje własną intrygę, której celem jest zniszczenie całego życia na Byston Well.

Od czego by tu zacząć? Mamy tu do czynienia z czymś pokroju Macrossa II i Orgusa 02, czyli sequela serii TV w postaci OVY robionym przez osoby niemające nic wspólnego z pierwowzorem. Raz to wychodzi dobrze lub bardzo dobrze (Macross II), czasami wychodzi to gorzej (Orguss 02),a ta OVA jest gdzieś pośrodku. Reżyser wcześniej parę razy współpracował z Tomino, więc udało mu się odtworzyć magiczny klimat świata Byston Well. Fabuła jest prosta, wręcz momentami za prosta, ale opowiadana sprawnie, bez zbędnych wątków, które zazwyczaj w takich wypadkach prowadzą donikąd. Choć parę wydarzeń z drugiego epizodu można było spokojnie pominąć, gdyż tylko spowolniły rozwój akcji, a w tym czasie można było nieco rozbudować postacie antagonistów, które były jak na mój gust zbyt płaskie. Zakończenie było  ok, choć kilka elementów wyjątkowo mi się w nim nie podobało, wręcz w bardzo leniwy sposób pozbyto się zarówno sprzymierzeńców głównego bohatera jak i przedstawicieli armii Rabaana. Zakończenie OVY w przeciwieństwie do tego z oryginalnej serii TV ma pozytywniejszy wydźwięk, ba nawet zaczynam rozważać różne teorie na temat endingu pierwowzoru, ale to zależy od kanoniczności OVY wobec serii TV (np. kolejne historie z Byston Well wydają się niekanoniczne wobec oryginału,  a jedynie kolejnymi adaptacjami), gdyż wiele elementów wskazuje, że po wielkiej eksplozji był ciąg dalszy?

Klimat opowieści jest w porządku panu imię i nazwisko w pewnym stopniu udało się oddać klimat świata Byston Well, jednak wadą było wrażenie, że ten magiczny świat wydawał się niezwykle mały. Flora i Fauna świata jest miła dla oka, no i co najważniejsze zachowano konsekwencje wobec pracy Tomino.

Postacie
            Bohaterowie są reinkarnacją dwójki postaci z oryginalnej serii Shion to Shou a księżniczka Remul to księżniczka Emeliy, córka Drake?a, jedna z tragiczniejszych postaci dzieła Tomino. Choć sam osobiście rozważam, że są to ich dalecy potomkowie, według mojej (superoptymistycznej) teorii. Etatowa Ferrario: Silky jest postacią bezpośrednio z serii TV, której losów do końca nie poznaliśmy (ona była odpowiedzialna za sciągnięcie Shou i Todda do Byston Well). Są w porządku, sympatyczni, zależało mi na ich losie, choć nie mają szczególnie skomplikowanego charakteru czy rozwoju, ale czego można chcieć po 3 odcinkach prawda? 
           
            Antagoniści to spora wada tej serii bo oprócz Shota Weapona kompletnie brakuje im jakiegoś konkretnego celu czy motywacji, byli wręcz płascy z samej definicji. A szkoda bo i tu widziałem reinkarnacje paru postaci (z Berniem na czele) i historia z bardziej wyrazistymi negatywnymi zyskała by u mnie więcej punktów. Sam Shot który stał się upiorem wielkiej wojny znanej z przygód Shou i Marvel, miał własne diaboliczne plany i właśnie jego intryga była najciekawszym elementem fabuły, na pewno lepszym niż plany matrymonialne Rabaana. 
Mechy
Mechy wypadły w tej OVIE koncertowo, z racji większego budżetu oba Aura Battlery poszły bardziej w biomechanikę niż oryginały z serii telewizyjnej, a ich pojedynki były iście epickie. To właśnie tutaj doświadczyłem tego, co o dziwo rzadko się zdarza, a mianowicie czuć, że to były ogromne maszyny, ba wiele starć oglądałem raczej z pespektywy tych na dole niż pilotów. Designy mi się bardzo podobały, szczególnie Silbine niejako ulepszony Dunbine wydał niezwykle udany.
Animacja i Muzyka
            Animacja jest w porządku, typowa OVA końca lat 80tych, niezwykle dobrze pasuje do klimatu fantasy.  Szczególnie podobał mi się wygląd postaci, zwierząt sprzętu czy krajobrazu. Nie wiem czemu przez to wszystko OVA kojarzyła mi się z filmem Legenda Ridley?a Scotta.
           
Muzyka jest na takim samym poziomie co animacja, ścieżki świetnie komponują się z resztą serii i potęgują klimat całej opowieści. Wykorzystano też parę utworów z oryginalnego Dunbine?a. 
Podsumowanie
Bardzo przyzwoita OVA, taka rzemieślnicza solidna robota. Widać, że twórcy nie porywali się z motyką na słońce  i stworzyli dobrze oglądającą się OVĘ ze świata Byston Well.
Ocena
7 Tetsujinów.



Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 22, 2013, 12:07:08



Tales of Byston Well: Garzey's Wing
Liczba odcinków: 3
Rok Produkcji: 1996
Uniwersum: Byston Well

Recenzja: http://wielkieroboty.blogspot.com/2013/12/tales-of-byston-well-garzeys-wing.html

 
Tales of Byston Well: Garzey's Wing
Liczba odcinków: 3
Rok Produkcji: 1996
Uniwersum: Byston Well

 
Młody absolwent Chris Senshu, dzięki modlitwom kapłanki z Byston Well trafia w sam środek ucieczki plemienia Metomeus z rąk oprawców plemienia Ashigaba, chcąc nie chcąc staje w obronie uciekinierów i wraz z nimi zaczyna tułaczkę do mistycznego drzewa które ma im zapewnić bezpieczeństwo, do tego okrywa jeszcze jedną zaskakującą rzecz, okazuje się, że przebywa jednocześnie w Upper Earth jak i w Byston Well, dzięki temu może pozyskać od swojego innego Ja odpowiednią wiedzę, która pomoże mu uchronić  Metomeus przed masakrą z rąk dawnych panów.
 
Tomino tą OVĄ udowodnił mi jedno; Niespecjalnie radzi sobie z krótkimi produkcjami. Symptomy tej ?nieporadności?, były już widoczne w Kontrataku Chara, ale tam z powodu faktu, że film był zwieńczeniem dobrze znanej historii, nie przeszkadzało to aż tak bardzo. Tutaj niestety już tak. 
 
Mimo iż Garzey's Wing jest osadzona w Byston Well i mimo, że jest to uniwersum, które lubię momentami nawet bardziej niż Kalendarz Uniwersalny, to nie mogłem się odnaleźć w całym tym bałaganie. Bo właśnie tym ta krótka OVA jest. Jednym wielkim za przeproszeniem burdelem, wątki się mnożą i znikają, postacie nie mają w zasadzie żadnego rozwoju, a wręcz momentami irytują. Sam motyw jednoczesnego przebywania na powierzchni i w Byston Well był dobry, ale oprócz przekazywania energii życiowej i paru pomysłów związanych z wykorzystaniem ichniego prochu nic z tym nie zrobiono. Fabuła w zasadzie leży i kwiczy, całość zaczyna się od środka i w środku się kończy, ani nie znamy dokładnych powodów buntu Metomeusów (oprócz ogólnego uciskania itd.), ani nie docierają oni do celu, ot historia się urywa w jednym miejscu i tyle. Do tego ciężko umieścić tą serie chronologicznie w historii Byston Well i chyba najbezpieczniej byłoby przyjąć, że jest to po prostu kolejna ekranizacja, albo raczej dodatek do powieści, bo praktycznie brak jakichkolwiek wyjaśnień ogranicza widownie do osób, które są zaznajomione ze światem Byston Well, zresztą i dla mnie ta seria okazała się sporym orzechem do zgryzienia. Klimat takiego  na wpół fantasy na pół SF, w którym mamy pełne zieleni i lasów krainy na klimat mocno pustynny i pusty, do tego stwory zamieszkujące Byston Well średnio mi podpasowały (oprócz tych pływających pod piaskiem jaszczurek), klimat oryginału, który udało się zachować w pierwszej OVIE, tutaj niestety uleciał (niemal) bezpowrotnie.
 
O Postaciach już trochę wspomniałem ich rozwój jest albo żaden, albo jest on śladowy. Chris jest suma sumarum w porządku, mała Ferario też jakaś najgorsza nie była, reszta była niestety jedynie tłem, jakąś tam osobowość niby mieli swoje mikro wątki i nie dawali się mi jakoś we znaki, ale jakoś niespecjalnie zapadli mi w pamięć. Przeciwnicy naszych bohaterów, byli jeszcze mniej wyraźni oparci o najprostsze stereotypy, do tego kapitan straży, który przejawiał jakąś osobowość zniknął bez śladu w drugim odcinku zostawiając sztampowego pozbawionego osobowości generała jako ostatecznego przeciwnika w serii.
 
Bynajmniej nie przeszkadzało mi to, że w serii nie było Aura Battlerów, których w powieści zresztą też nie było, ale kompletny brak wyjaśniania czegokolwiek, wypadające co chwile wątki i postacie i ogólny bałagan, byłem naprawdę zaskoczony jak słabe jest to Anime, które prawdę powiedziawszy nie ma ani najgorszej animacji ani muzyki ani tym bardziej pomysłu na fabułę.  Zawiodła egzekucja i napisany chyba na kolanie scenariusz, klimat oryginału uleciał po pierwszych paru minutach zamieniając tak ciekawe Byston Well w sztampowe średniowieczne fantasy.
 
Podsumowanie
Seria w stanach  jest znana z tragicznego wręcz dubbingu a przy niespecjalnym scenariuszu zamieniła się w najgorsze anime wydane w USA. Osobiście widziałem już w swoim życiu gorsze produkcje, ale nikomu nie polecam Garzey's Wing, a już na pewno fanom oryginalnej serii telewizyjnej.
 
Ocena
2 Tetsujiny



Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 24, 2013, 12:10:11

 
Wings of Rean
Liczba odcinków: 6
Rok Produkcji:2006
Uniwersum: Byston Well

Recenzja: ttp://wielkieroboty.blogspot.com/2013/12/wings-of-rean.html

 
Fabuła
Tomino nie umie krótkich form Anime, ale się uczy, bo tym razem osiągnął dużo lepszy efekt niż ostatnio, bo Wings of Rean okazał się poprawnie wykonanym oglądadłem. Niemniej posiada w zasadzie taką samą nadrzędną wadę, która dotknęła poprzednią OVE z uniwersum Byston Well. A mianowicie chaos fabularny. Tutaj jest on wyraźnie mniejszy. Sam koncept jak i globalny ciąg wydarzeń jest stosunkowo dobrze poukładany, niemniej patrząc na to wszystko od strony postaci jest dużo gorzej, ciągłe zmiany stron, czy niejasność motywacji. Może to dlatego, że Tomino w zasadzie do każdej swojej serii wrzuca taką samą pulę wątków i postaci i to niezależnie od tego, czy seria ma odcinków 50, 26 czy 3 i pewnie między innymi dlatego poprzednia jego OVA okazała się taką porażką. Niemniej tutaj jest z tym znacznie lepiej, choć  jak wspomniałem tutaj wciąż zgrzyta, może Wings of Rean również spotkał los podobny do F91? Nie wiem, niespecjalnie interesują mnie około serialowe afery i aferki.

Fabuła nie jest związana w ogóle z poprzednimi seriami Byston Well, znów mamy tutaj do czynienia z kolejną adaptacją powieści Tomino. Podczas ataku na bazę sił amerykańskich przez japońskich anarchistów do naszego świata przenikają trzy statki powietrzne z Byston Well jeden dowodzony przez przywódcę buntowników, a drugi należy do córki Króla Sakomizu. Anarchiści i załoga samolotu transportowego zostaje przeniesiona do Byston Well, a konkretnie do królestwa Hojo. Gdzie poznają plany pochodzącego z okresu drugiej Wojny Światowej króla wobec obecnej Japonii.

Całość ogląda się bardzo przyjemnie, głównie z powodu głównych bohaterów: Aseapa, księżniczki Lyukus i niesamowitego badassa jakim jest Sakomizu. Fabularnie jak pisałem czasami się w tym wszystkim gubiłem kto wspiera kogo i dlaczego, szczególnie problematyczny był wódz buntowników, ale generalnie historia jest przedstawiona dosyć ciekawie, szczególnie główny wątek Sakomizu okazał się szczególnie interesujący, do tego klimat jest świetny, co prawda nie jest to klasyczne fantasy połączone z SF, a raczej charakterystyczny styl Tomino z jego późnych produkcji (Brain Powerd, Turn A Gundam czy King Gainer),  ja ten Steampunkowaty styl połączony z elementami folkloru ochrzciłem mianem Folkpunka. Moim zdaniem jest to mono na plus w stosunku do generalnie lepszego pierwowzoru, bo daje to swoistą niepowtarzalność, przez co seria zyskuje na unikalności. Sam świat Byston Well jest swoistym połączeniem tego co mogliśmy oglądać w serii TV i w niesławnej drugiej OVIE. Wracają Aura Battlery, ale wątek Świętego Wojownika również jest mocno wyeksponowany (wraz ze skrzydłami wyrastającymi ze stóp (tylko tym razem potrzebne są specjalne buty stworzone przez Ferario)). A skoro o Ferario mowa, to ich społeczność została uproszczona, ty m razem mamy jeden ich rodzaj. Nie ma już małych wróżek przypominających dzwoneczka, są nieco niższe od ludzi, mają skrzydła i nieco magicznej mocy, no i ich status w społeczeństwie Byston Well jest zgoła zupełnie inny.

Wings of Rean to ogromnej katastrofie jaką była druga OVA odzyskał moje nadzieje, że z Byston Well można jeszcze zrobić coś dobrego, wielka szkoda, że do dziś to ostatnie anime związane z tym uniwersum.



Postacie
            OVA jest krótka zawiera jedynie 6 epizodów i całość skupia się przede wszystkim na trzech wątkach: Asepa i Lyukus, meandrów polityki Królestwa Hojo i inwazji na Japonię.
            Tak naprawdę głównym bohaterem serii nie jest ani Aseap ani Lyukus. Jest nim władca królestwa Hojo Shinjir? Sakomizu, wszystko kręci się w wokół niego, a Aseap jest raczej naszym punktem odniesienia. Jak przystało u Tomino Sakomizu nie jest postacią czarnobiałą. Jest to pierwszy Święty Wojownik, który przybył d Byston Well aby zaprowadzić pokój? I to zrobił zjednoczył cały ten świat podbojem, ale nie rozwiązał zwykłych problemów, dalej Byston Well jest podzielona etnicznie,a Sakomizu rządzi żelazną ręką. Shinjir? jest niezwykle charyzmatyczny i ciekawy, ma świetne backstory i racjonalne metody działania. I to właśnie jego wątek głównie trzyma przy ekranie, do tego jest niezwykłym badassem.
            Aseap i Lyukus są w zasadzie takimi standardowymi Tominowskimi ?Głównymi bohaterami?. Są sympatyczni, choć tu można się przyczepić,  że  ich relacje pojawiają się w zasadzie znikąd, niemniej byłem to w stanie wybaczyć bo była między nimi spora chemia, jednak w przeciwieństwie do reszty Tominowskich postaci głównych ich głównym zadaniem była interakcja z Sakomizu (cholera niesamowicie zajebiście wymawia się jego imię). Aseap to taki Amoro/Kamille a Lyukus mocno kojarzyła mi się z Dianną.
            Relacje interakcje, relacje itd. Itp. To są główne elementy tej serii a w centrum nij jak pisałem niesamowity Shinjir? Sakomizu. Do tego w zasadzie w tej serii nie ma negatywnych bohaterów (no dowódca sił amerykańskich), nawet ?zła żona Sakomizu? ma pozytywne cechy i uzasadnione motywy działania. Z
            Jak na 6 epów jest nieźle, choć Asep i Lyukus mogliby mieć nieco więcej czasu i można było lepiej na początku nakreślić ich relacje.     
Mechy
O ile w pierwszej serii mieliśmy Aura Battlery z akcentami biomechanicznymi, które zapewne wynikały z ograniczeń budżetowych, w OVIE dostaliśmy z kolei ekstremum, czyli w pełni biomechaniczne rodem z filmowego Escaflowne?a. To tutaj występuje coś pośredniego. Widać, że są to bioroidy, ale nie są one aż tak? hmm? jakby to ująć? aż tak zdominowane przez swoją biologiczną stronę, ot w zasadzie jest to w pełni wyważone. Same designy niezwykle mi przypadły do gustu, wiąż mocno owadzie i mimo iż były zupełnie inne niż przy poprzednich seriach to w subtelny sposób nawiązywały do oryginałów, no i ten Turn A ?owy akcent w postaci kokpitów w kroczach, bardzo fajne miały też uzbrojenie.

Muzyka i Animacja
            Animacja niezwykle przypominała mi Turn A (zresztą podobny okres), ba w zasadzie wszystkie serie Tomino od Turn A prezentują podobny styl jak i animację, na którą z początku kręciłem nosem, ale koniec końców doceniłem jej nieodparty urok i styl mocno kojarzący mi się z Steampunkiem (swoisty Folkpunk) i choć jest to OVA, to animacja jest na podobnym poziomie co wspominane Turn A.

            Muzycznie również seria nawiązuje do monumentalnych i przepełnionych folklorem ścieżek muzycznych z Turn A, świetnie pasuje do bitew i ogólnego klimatu opowieści.

Podsumowanie
Mam ogromnie mieszane uczucia co do tej serii. Świetny klimat przeplata się z goniącą i chaotyczną fabułą, postacie są sympatyczne, niemniej niezbyt rozbudowane. Widać, że Tomino nieco pouczył się krótkich serii, ale wciąż mu trochę tej umiejętności brakuje.
Ocena
7 Tetsujinów



Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 26, 2013, 17:20:17
I na zakończenie Eventu podsumowanie plus opis małego art booka:

http://www.youtube.com/watch?v=IAIty2Zbn24&feature=youtu.be