Polski Serwis Mobile Suit Gundam


Brain Powerd

Suavek

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1623
    • Zobacz profil
    • http://ja.gram.pl/SuavekS
dnia: Sierpień 29, 2006, 16:04:32
Grając w Super Robot Taisen J na GBA natknąłem się na postaci pochodzące z anime Brain Powerd. Niespecjalnie rozumiałem o co biega więc zerknąłem na AniDB i ANN aby coś przeczytać o tym anime. Jakież było moje zdziwienie gdy się dowiedziałem, iż za serię odpowiada sam Tomino a za muzykę Yoko Kanno. Niemniej jednak oceny jakieś szczególnie powalające nie były.

Aktualnie zaczynam ściągać tą krótką (26 epów) serię. Czy ktoś jeszcze to widział? Jakie opinie?
« Ostatnia zmiana: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 wysłana przez Suavek »


mario87

  • Hero Member
    • Wiadomości: 600
    • Zobacz profil
Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 29, 2006, 19:35:42
sam się nad nią zastanawiałem bo w kilka postaci i mechów jest w Another Century's episode 2 i całkiem fajnie tam wypadły
« Ostatnia zmiana: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 wysłana przez mario87 »


Suavek

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1623
    • Zobacz profil
    • http://ja.gram.pl/SuavekS
Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 06, 2007, 20:27:56
Niestety muszę powiedzieć, że się mocno zawiodłem na tym anime. Jest to chyba najgorsza produkcja Tomino z jaką miałem styczność.

Sam pomysł i fabuła BP nie są złe. Śmiem twierdzić, że anime to miało zadatki na naprawdę genialną i oryginalną produkcję. Szczególnie ostatnie odcinki mnie w tym przekonaniu utwierdziły.

Niestety jest to tylko teoria gdyż samo anime zawodzi na całej linii przez swoje wykonanie.
Po pierwsze technobełkot - bez większego wglądu tudzież wyczytania informacji z innych źródeł naprawdę ciężko zrozumieć o czym mówią bohaterowie, szczególnie, że nie mamy żadnego wytłumaczenia. Ot wszelkie dyskusje przebiegają tak jakby cała sytuacja panująca wokół była widzowi już znana... Tworzy się przy tym niemały chaos.
Po drugie, element znany już z Gundamów - nigdy prawie nie wiemy co, kto, gdzie, po co i dlaczego... Jednak w BP sytuacja jest o tyle gorsza, iż postacie wykonują naprawdę niespodziewane, głupie i nielogiczne czyny, których nie potrafię w żaden sposób wyjaśnić. Całość sprawia wrażenie jakby co druga scena była z anime po prostu wycięta.
Po trzecie postacie i ich rozbudowanie, a w niektórych przypadkach brak takowego... Ile razy za głowię się chwytałem przerażony debilnym postępowaniem bohaterów nawet zliczyć nie potrafię. W jakimś stopniu twórcom udało się jakoś wykreować sylwetki Yuu i Hime, jednak cała reszta dla mnie przynajmniej pozostaje zagadką. Niektóre postacie po prostu są, czasem coś się o nich powie i tyle. Inne natomiast swoje postawy zmieniają jak skarpetki z dnia na dzień, przez co ciężko stwierdzić jacy naprawdę są.
Po czwarte, chaos przedstawienia akcji łączy się w parę z masą nierozwiniętych lub niedopowiedzianych wątków. Pod tym względem zawodzi szczególnie końcówka anime pozostawiając widza w sferze domysłów. Zrozumiałbym to jeszcze gdybym miał jeszcze jakieś logiczne podstawy do snucia takowych... tymczasem anime było tak prowadzone, że sam już nie wiedziałem momentami o co tak naprawdę chodzi.

Nie wiem... może robię się głupi na starość, może nie potrafię już logicznie rozumować, ale Brain Powerd autentycznie jest dla mnie jedną wielką zagadką. Choć próbowałem wczytywać się w dialogi, próbować związać koniec z końcem i znaleźć jakieś ukryte podteksty to niestety wiele to nie dało. Gdyby anime miało z 50 odcinków i było lepiej przemyślane i wykonane może by coś z tego było, tak sam nie wiem co o tym myśleć.

Zastanawia mnie głównie kto był głównym odbiorcą tej serii. Starsze osoby mogą czuć się zniechęcone dużą ilością dziecinnych elementów, sporą dawką naiwności oraz kiepsko wplątanym w akcję humorem. Dzieci natomiast kompletnie nic by z BP nie zrozumiały, a i scen akcji/walk też nie ma zbyt ciekawych (już niektóre osoby mogą nawet nie ściągać ;p). Sporo do życzenia pozostawia także kreska, gdyż jak na produkcję lat 90tych pozostaje naprawdę w tyle za innymi z tego okresu.

Jednak mimo wszystko anime miało swoje dobre momenty. Wiele razy po niektórych odcinkach robiłem sobie nadzieje na małą poprawę, sporo wątków jak już wspomniałem na początku było naprawdę ciekawych i oryginalnych. Bardzo mi się podobały żywe 'mechy' a także sam Orphan. Też niektóre motywy natury ludzkiej i ekologiczne naprawdę były pomysłowe. Szkoda tylko, że wiele z tych wątków musiało być z biegiem czasu popsutych lub porzuconych.

Jednak to co czyni Brain Powerd chwilami wręcz pięknym jest muzyka. Oczywiście Yoko Kanno jest za nią odpowiedzialna i jak zwykle nie zawodzi. Od anime można trzymać się z daleka ale OST powinien się znaleźć w kolekcji fana. Po prostu cud miód i orzeszki z piwem.


Ogólnie, Brain Powerd to mimo wszystko słabe anime. Mimo starań i prób wyszukania pozytywnych aspektów tudzież ukrytych przesłań to ostatecznie kończyłem zażenowany postępowaniem postaci i kompletnym chaosem jeśli chodzi o wydarzenia. Ogólnie BP sprawia wrażenie niedopracowanego, jakby twórcom ucięli budżet i musieli okroić serię o połowę lub nawet bardziej. Nie polecam tego anime, wiele odcinków oglądałem kompletnie znudzony i zniechęcony. I nawet ta pozytywna część wątków go nie ratuje.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 01, 1970, 01:00:00 wysłana przez Suavek »


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 19, 2014, 11:30:32
Brain Powerd
Liczba odcinków: 26
Rok Produkcji: 1998

Fabuła
    Oj długo brałem się do napisania czegokolwiek o Brain Powerd, bo to ciężka do oceny seria. A właściwie raczej ciężko opublikować coś na jej temat, bo słowo ?kontrowersyjna? to mało powiedziane. Moja opinia jest właśnie ?kontrowersyjna?, bo w przeciwieństwie do innych recenzentów, uważam Brain Powerd za serie bardzo dobrą i w sumie poza jednym czy dwoma miejscami nie mam zamiaru porównywać jej do Evangeliona, co wszyscy lubią robić. Ba, nawet do Brain Powerd przyległa metka AntyEvangeliona. Niemniej dla mnie wszystko, co ma spójną fabułę i ciekawe postacie jest AntyEvangelionem? ale dyskusja o Evie jest na dygdy.

    Niedaleka przyszłość - Ziemia jest rozrywana przez kolejne naturalne kataklizmy: trzęsienia ziemi, powodzie, wybuchy wulkanów? Prawdopodobnie powodem tych anomalii jest odkryty i uruchomiony starożytny żywy statek kosmiczny nazwany Orphan. Uruchomiony przez parę naukowców, statek zaczyna pochłaniać życiową energię z otoczenia, a z tajemniczych ogromnych kryształowych dysków wyłaniają się biomechy: Grand Chery, wraz z pilotami nazywanymi Antyciałami, bądź Reclaimerami. Szukają oni rozsianych po świecie dysków.  ONZ jednak nie siedzi z założonymi rękami (to ci prawdziwe SF) i buduje okręt wyposażony w biosilnik (bliźniaczo podobny do tego na Orphanie) Novis Noah, stając w opozycji do ludzi z Orphanu. Novis Noah korzysta z supernowoczesnych myśliwców i? Brain Powerdów - bardziej samodzielnych Biomechów, które są uważane przez Orphan za zbyt wcześnie narodzone Grand Chery. Podczas jednej z akcji odzyskiwania dysku dochodzi do ?zbyt wczesnych? narodzin Brain Powerda, za którego ?sterami? zasiada młoda dziewczyna Hime. Dziewczyna nawiązuje więź z Biomechem i dzięki temu ratuje mu życie, a jako partner Brain Powerda dołącza do Novis Noah. I tak rozpoczyna się walka o przetrwanie ludzkości (według teorii naukowców pracujących dla ONZ opuszczenie przez Orphan Ziemi spowoduje, że statek pochłonie całą energię życiową na Ziemi).

  Trzy późne serie TV Tomino można porównać do trzech gier ze świata Forgotten Relams: Baldur?s Gate, Icewind Dale i Planetscape (cośtam). Czyli jedna jest zrównoważona, nastawiona zarówno na akcje jak i na fabułę oraz postacie, druga to akcja, a trzecia to sama fabuła. Brain Powerd to taka właśnie seria nastawiona na fabułę (a raczej na uczucia bohaterów, bo to one są w tej całej zabawie najważniejsze). Do Brain Powerd podchodziłem jak do jeża. Dużo złego słyszałem o niej już na wstępie - że jest kiepska, że ma nieciekawe postacie i że ogólnie jest nudna. Ale jak wiadomo wszystko na świecie jest nieobiektywne i często nie należy się przejmować opiniami innych recenzentów. Oglądając kolejne odcinki przerwy robiłem jedynie w weekendy, a każdy epizod oglądałem z ogromną ciekowością. Jasne, Brain Powerd ma problemy, jednak są to akurat takie wady, na które można machnąć ręką. Chodzi mi przede wszystkim o pewne fakty dotyczące Orphanu i biomechów jakie wychodzą na jaw (w jaki sposób Orphan znalazł się na Ziemi i jaka jest prawdziwa różnica miedzy Brain Powerdami a Grand Cherami). Powyższe fakty jakoś nie miały większych reperkusji, jedynie nieco lepiej można było wyjaśnić działania samego Orphana (statku, nie jego mieszkańców). No i nagła zmiana stron przez jedną z postaci? Był to co prawda niezły twist, ale podobnie jak w przypadku poprzednich, wątek ten zapadł się sam w sobie i nie miał wpływu na samo zwięczenie serii.

Niemniej, jak już pisałem, fabuła BP służy postaciom a nie odwrotnie, przez co ona sama jest nieco prostsza czy posiada tego typu właśnie ślepe uliczki. Cała tajemnica kosmicznego lewiatana nie została rozwiązana, bo nie musiała być. Zakończenie doskonale zwieńcza główny motyw serii, którym wcale nie była walka o uratowanie ludzkości (podział na dobrych i złych zacierał się z każdym odcinkiem coraz bardziej). Głównym motywem było coś do tej pory u Tomino niespotykanego - przezwyciężanie własnych awersji, uprzedzeń i przede wszystkim zrozumienie i porozumienie. Wszyscy wskazują, że chodzi o potęgę miłości... A i owszem również o nią chodzi, ale jak dla mnie to właśnie to przezwyciężanie i dialog były esencją serii i za to właśnie tak ją lubię.

    Lepiej byłoby gdyby całość miała klimat Turn A. Zaszufladkowałbym tę serię do Steampunka i tyle by było opisu klimatu. Ale jednak mamy tutaj dosyć specyficzne spojrzenie na prawdziwe przyszłościowe SF (statek naszych bohaterów, biomechy, myśliwce itp.). Dalej mamy tę specyficzną nutkę, która potem eksplodowała w Turn A. Zatem postanowiłem wymyślić nowy podgatunek: Folkpunk, czyli SF w którym mamy właśnie tego typu nutki z folklorów danych krajów, swoista odmiana Steampunka. Klimat mi się bardzo w tej serii podobał. Był, z braku lepszego słowa, optymistyczny i barwny. Był charakterystyczny dla późnego Tomino - specyficzne designy, bardzo fajne biomechy czy relacje miedzy bohaterami będące w większości wręcz AntyIdeonowe (to chyba lepsze określenie dla Brain Powerd niż AntyEvangelion). Zostałem po prostu przez to wszystko zauroczony.

Postacie
    Jeżeli gdzieś Brain Powerd staje się AntyEvangelionem to właśnie w przypadku postaci. O ile w tym drugim (dla którego zresztą kiedyś znajdę czas) nie lubiłem absolutnie nikogo, to w Brain Powerd jest praktycznie odwrotnie. Do tego antyideonowe relacje miedzy postaciami i tu nie chodzi o to, że się tutaj nikt z nikim nie kłóci i nie ma różnic zdań (bo są).
   
Para głównych bohaterów Yuu i Hime bardzo mi się podobała. Podobał mi się również fakt, że to właśnie Hime trzymała pierwsze skrzypce przez większość serii. To ona mimo niewesołej przeszłości jest radosną, optymistyczną i ciepłą osobą, chociaż bywa też stanowcza i dość uparta. Nie jest to postać na miarę Cecily (którą stawiam za wzór głównych bohaterek), ale sprawdza się bardzo dobrze. Jest po prostu wiarygodną postacią, a jej późniejszy związek z Orphan był świetnym pomysłem, aby utrzymać istotność jej roli w późniejszych odcinkach. Z kolei Yuu z wyglądu mocno przypomina Seabooka, ale Seabookiem (na szczęście) nie jest. Yuu rozwija się w tej serii najbardziej. Począwszy od ucieczki z Orphan przez spotkanie z Nelly (i jej Brainem), aż do ostatniego odcinka i ustabilizowanie tego, co było wiadome od odcinka numer dwa. Yuu jest mocno niezależny wobec reszty załogi Novis Noah. Preferuje działanie w pojedynkę i po prostu samą samotność. Mimo iż z pozoru jasno odciął się od reszty swojej rodziny, to wciąż ma silne uczucia wobec swojej siostry. Jego relacje z Hime są rozegrane świetnie. Nie jest to poziom Cecily z Seabookiem (sorry, za nawiązywania do F91, ale Yuu to skóra zdarta z Seabooka) - czuć między nimi naturalną chemię.

    Resztę załogi Novis Noah lubię w zasadzie tak samo jak Yuu i Hime. Wszyscy są sympatyczni i jak na postacie drugoplanowe nieźle rozbudowani. Mają nawet po jeden a nawet dwa odcinki im poświęcone. A jest to dużo jak na zaledwie 26 odcinkową serię. Chociażby Kanan, której wątek trwał bite 3 ? 4 odcinki, okazała się jedną z najsympatyczniejszych postaci w serii i choć nieco kręcę nosem, że była centralną postacią przez ten czas (zważywszy na długość serialu), to bardzo się cieszę, że ją nam przybliżono w tak fantastyczny sposób. Zresztą wszyscy nie są wyciętymi z kartonu stereotypami, a fakt, że każdy doczekał się mniej bądź bardziej rozwiniętego back story, powoduje, że mamy wrażenie ich głębi.

Piloci Brainów są ok. Choć, jak na mój gust, Nanga mógłby dostać jakiś odcinek dla siebie, bo w porównaniu do reszty wypada pod tym względem blado. Russ jest w porządku. Fajnie, że sparowali go z Kanan, gdyż było to bardzo naturalne. Higgins ma seksowny tatuaż, ale i ona dostała stosunkowo niewiele czasu. Kant Kestner ? chłopiec geniusz też był sympatyczny zapamiętam sobie dowcip z Nietzsche w roli głównej. Bardzo polubiłem też pokładową panią doktor i późniejszą panią kapitan - Irene Carrier. I choć myślałem, że będę miał z nią problemy (gdyż pierwsza kapitan niosła ze sobą maaaaaasę charyzmy), to poradziła sobie z nową rolą kapitalnie. No i jest jeszcze jedna z pilotów rozpoznawczych Comodo, która w zasadzie wraz z Nangiem stanowili nierozerwalną całość.
Dzieciaki są w porządku, nie irytują i niosą ze sobą sporo pozytywnej energii. Do tego dają coś od siebie i nie są zbędnym zapychaczem.
   
    Postaciami w pewien sposób łączącymi Orphan z Novis Noah jest twórca oponentów Orphanu: Winston i babcia Yuu: Naoko. Oboje są ok. To takie typowe postacie liderów pełnych charyzmy i (w przypadku Naoko) ciepła.

    Z mieszkańcami mam już nieco większy problem niż w wypadku załogi głównych bohaterów. Choć i tutaj nie mamy (w przypadku tych głównych) do czynienia z pustymi skorupami bez charakteru. Każdy miał mniej bądź bardziej usprawiedliwione powody do zostania Reclemerem, ale to właśnie Orphan ma te najmniej sympatyczne postacie. Quincy Issa, siostra Yuu, wydawała mi się z początku topową złą Tominowską laską, ale również ona okazała się bardziej skomplikowana i w pewien sposób jest najbardziej tragiczną postacią serii. Jest ona niestabilna psychicznie i żądna uznania. Szła prosto w objęcia szaleństwa i pewnie gdyby nie Yuu i Hime właśnie tam by pewnie skończyła. Matka Yuu, Midori, to chyba najbliższa postać pretendująca do miana prawdziwego złego - zimna, pozbawiona emocji i traktująca swoją rodzinę bardziej jak narzędzia do osiągnięcia swoich celów, aniżeli ludzkie istoty. W sumie nawet nie pamiętam, czy na końcu serii jakoś inaczej na to wszystko spojrzała, ale chyba nie. Z pozostałych Recleimerów trzeba zwrócić uwagę na Shielę, mającą bardzo tragiczną historię. Jej udziałem jest jednen z bardziej niekomfortowych momentów serii. Te jej wspomnienia? brr? Grobowiec Świetlików mi się przypomniał?) No i rzecz jasna jest jeszcze Johnathan - najbardziej pokręcony ?sługa? Orphanu, który szybko wyrasta nie tylko na głównego Recleimera serii,  był co prawda w przeszłości skrzywdzony przez własną matkę (zresztą jego relacje z matką powodują ogromne reperkusje w serii), ale suma summarum, sam jest winien tego, że jest taki a nie inny (vide Hime wychowankę domu dziecka).

    Są jeszcze dwie bardzo istotne postacie: Nelly i Baron Maximilian, ale je lepiej przemilczę? i tak już za dużo spoilerów się tu wradło.
 
Mechy
    A raczej biomechy, czy, bardziej Brain Powerdowo, Antyciała (chociaż ten termin odnosi się bardziej do pilota i mecha jak są razem). Pierwsze podejście Tomino do inteligentnych robotów wyszło całkiem nieźle. Szczególnie mi się podoba sposób porozumiewania się z pilotów z mechami, który nie polega na rozmawianiu z nimi (kto by chciał Tominowe Transformery prawda?), ale raczej na wyczuwaniu ich emocji, które bywają bardzo różne. Naprawdę, te biomechy podobały mi się bardziej od ?konkurencyjnych? Ev, gdyż takie spojrzenie na roboty biologicznego pochodzenia mi bardziej odpowiada. Designowo momentami przypominają prace Gigera z obcego (szczególnie Brain Powerdowe bliźniaki i te lepsiejsze Grand Chery). Różnice między tymi dwoma gatunkami biomechów są często podkreślane, chociaż słabo widoczne na pierwszy rzut oka. Główną różnicą jest samodzielność. Brain Powerdy są bardziej samodzielne i mniej uległe od Cherów (muszą zaakceptować swojego partnera. Mowa o partnerze, bo pilot w tej serii to kiepskie określenie). Podobno są też od nich słabsze, ale jakoś tego nie dostrzegłem. No i? scena z cmentarzyskiem Grand Cherów i Brainów pokazuje, że jak Tomino nie morduje postaci, to zawsze znajdzie gdzieś sposób abyśmy poczuli się niekomfortowo.
Muzyka i Animacja
    Muzyka jest wręcz F E N O M E N A L N A!!! To w końcu Yoko Kanno! Tak jest Yoko Kano. Jak zauważyłem po roku produkcji była to pierwsza seria, w której słynna Pani kompozytor współpracowała z Tomino i trzeba przyznać, że jak ta dwójka bierze się za coś to zamienia się to w - co najmniej srebro. Ścieżki są odpowiednio epickie i instrumentalne. Zawierają sporo elementów pasujących do stylistyki późnych Tominowskich serii (Turn A, Wings of Ryean, Overman King Gainer). Seiyu sprawdzają się bardzo dobrze i świetnie pasują do postaci. Początkowo aktorka podkładająca Hime mi nie pasowała, ale to tylko dlatego, że podkładała ona potem naczelną faszystkę Gundamowego uniwersum: Sochie. To nie przeszkadzało jej się potem zmienić i być przyzwoitą postacią.

    Animacja jest (znów) bardzo charakterystyczna dla późnych serii Tomino i doskonale pasuje do Folkpunkowego charakteru serii. Brak tu błędów czy niekonsekwencji animacyjnych, a stałych wstawek w ogóle nie zauważyłem.

Podsumowanie
    Nie zgadzam się z powszechną opinią, że Brain Powerd to słaba seria. Ma niezły scenariusz, sympatyczne postacie, a przy tym bardzo fajne i optymistyczne przesłanie. No i nie można zapomnieć o fenomenalnej muzyce. Również specyficzny styl charakterystyczny dla późnego Tomino zasługuje na uwagę. 
Ocena
8 Tetsujinów



Link do recenzji z dodatkowymi mediami (screeny i opening)
http://wielkieroboty.blogspot.com/2014/01/brain-powerd.html
« Ostatnia zmiana: Styczeń 19, 2014, 18:15:58 wysłana przez Broken Fang »


Rezro

  • Hero Member
    • Wiadomości: 573
    • Zobacz profil
Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 19, 2014, 17:33:20

Jako że anime nie oglądałem to się nie wypowiadam, ale co do wątków pobocznych:
Trzy późne serie TV Tomino można porównać do trzech gier ze świata Forgotten Relams: Baldur?s Gate, Icewind Dale i Planetscape (cośtam). Czyli są zrównoważone - nastawione zarówno na akcje jak i na fabułę oraz postacie.
Hmm.. jakoś nie wiem jak się odnieść do tej opinii? Seria BG zdecydowanie jest wyważona, ale seria IWD to już tylko przyjemny slasher z sympatyczną, ale bardzo prostą fabułą. Dla kontrastu PS:T to arcydzieło fabuły z pretekstowym gameplayem. No chyba że się odnosiłeś z porównaniem do późniejszych dziadowskich adaptacji?
Lepiej byłoby gdyby całość miała klimat Turn A. Zaszufladkowałbym tę serię do Steampunka i tyle by było opisu klimatu. Ale jednak mamy tutaj dosyć specyficzne spojrzenie na prawdziwe przyszłościowe SF (statek naszych bohaterów, biomechy, myśliwce itp.). Dalej mamy tę specyficzną nutkę, która potem eksplodowała w Turn A. Zatem postanowiłem wymyślić nowy podgatunek: Folkpunk, czyli SF w którym mamy właśnie tego typu nutki z folklorów danych krajów, swoista odmiana Steampunka.
Za nazywanie Turn-A Steampunkiem powinni chyba rozstrzeliwać! Żartuję, ale pojazdy spalinowe i futurystyczne mecha to nie żaden Stemapunk, gdzie jak sama nazwa wskazuje wszystko napędza para. Jeśli już to tego typu serie to postapo w pierwszej kolejności, z stylistyką Dieselpunku faktycznie obecną. Nazwa Folkpunk faktycznie bardzo tu pasuje i jeśli nie masz nic przeciwko to sobie ją pożyczę. Co zaś do biomechów.. to ten akurat wątek najbardziej podchodzi pod Biopunk, który choć jest gatunkiem bliższym Cyberpunkowi, to jednak w kombinacji postapo jak najbardziej podchodzi też pod taką kategorię.


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1178
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 19, 2014, 18:14:05
Cytuj
Hmm.. jakoś nie wiem jak się odnieść do tej opinii? Seria BG zdecydowanie jest wyważona, ale seria IWD to już tylko przyjemny slasher z sympatyczną, ale bardzo prostą fabułą. Dla kontrastu PS:T to arcydzieło fabuły z pretekstowym gameplayem. No chyba że się odnosiłeś z porównaniem do późniejszych dziadowskich adaptacji?
Argh... masz rację i ja to napisałem w recce, ale musiał mi korektor pozmieniać, zaraz to poprawie.


Rezro

  • Hero Member
    • Wiadomości: 573
    • Zobacz profil
Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 17, 2017, 19:29:52

W końcu obejrzałem to anime. No cóż. Z jednej strony fajnie było zapoznać się z ewidentnie wpływową serią, z drugiej jest to zmarnowany potencjał do tego stopnia że zastanawiam się czy Tomino specjalnie go nie sabotował?


Po pierwsze technobełkot - bez większego wglądu tudzież wyczytania informacji z innych źródeł naprawdę ciężko zrozumieć o czym mówią bohaterowie, szczególnie, że nie mamy żadnego wytłumaczenia.
Nie jestem pewny czy słowo "technobełkot" jest tu zasadne, ale zgadzam się że seria ewidentnie nadużywa terminologii przez co dialogi mogą wydawać się bełkotliwe i ciężkostrawne. Co gorsza sporo z tego ewidentnie dało by się pominąć.


Jednak w BP sytuacja jest o tyle gorsza, iż postacie wykonują naprawdę niespodziewane, głupie i nielogiczne czyny, których nie potrafię w żaden sposób wyjaśnić.
Na obronę serii powiem że fakt że Orphan ewidentnie pierze mozgi jest wspomniany, no ale egzekucja jest tak fatalna że faktycznie przez cały czas ma się wrażenie że bohaterstwie to czubkoland.


tymczasem anime było tak prowadzone, że sam już nie wiedziałem momentami o co tak naprawdę chodzi.
Myślę że taki był zamysł. Tyle że egzekucja fatalna.


Zastanawia mnie głównie kto był głównym odbiorcą tej serii. Starsze osoby mogą czuć się zniechęcone dużą ilością dziecinnych elementów, sporą dawką naiwności oraz kiepsko wplątanym w akcję humorem. Dzieci natomiast kompletnie nic by z BP nie zrozumiały, a i scen akcji/walk też nie ma zbyt ciekawych
Myślę że odpowiedź jest oczywista. Hentaiowe intro ewidentnie świadczy o Seinen, ale Tomino to artysta specjalizujący się w Shonen'ach. To potwierdza moją teorię że Sunrise po prosu zmusiło Tomino (najlepszego swojego artystę w tym czasie) do zrobienia klona Evangeliona, do czego się nadawał jak kiełbasa do wbijania gwoździ. To wyjaśniało by ogólny "wyjebizm" serii.


Bardzo mi się podobały żywe 'mechy' a także sam Orphan.
Z tym się zgodzę. Wiele z tych pomysłów widzę zrealizowanych lepiej w późniejszych seriach. Np. ewidentnie widać wpływ tej serii na Z.O.E. (choć tam takowe umieszczenie kokpitu miało więcej sensu, tu zaś lokalizacja przeczy wszelkim prawom ergonomii).


Ogólnie, Brain Powerd to mimo wszystko słabe anime. Mimo starań i prób wyszukania pozytywnych aspektów tudzież ukrytych przesłań to ostatecznie kończyłem zażenowany postępowaniem postaci i kompletnym chaosem jeśli chodzi o wydarzenia. Ogólnie BP sprawia wrażenie niedopracowanego, jakby twórcom ucięli budżet i musieli okroić serię o połowę lub nawet bardziej. Nie polecam tego anime, wiele odcinków oglądałem kompletnie znudzony i zniechęcony. I nawet ta pozytywna część wątków go nie ratuje.
Popieram tą ocenę.


Rezro

  • Hero Member
    • Wiadomości: 573
    • Zobacz profil
Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 17, 2017, 20:21:51

poza jednym czy dwoma Ba, nawet do Brain Powerd przyległa metka AntyEvangeliona.
Z którą się nie zgodzę. Brain Powered cierpi na te same problemy co Evangelion. Tzn. losy świata zależą od tego czy nastolatkowie poradzą sobie z pokwitaniem. Największym grzechem NGE jest pretensjonalność która z czasem przytłacza wcale nie najgorszy zalążek fabuły.. tu widzę dokładnie te same problemy.


Niemniej dla mnie wszystko, co ma spójną fabułę i ciekawe postacie jest AntyEvangelionem?
W zasadzie tak. Dlatego zamiast szukania "anty" osobiście poleciłbym Ewangeliona zrealizowanego jak należy tj. RahXephon. Bo sam pomysł jest ciekawy.


Ale jak wiadomo wszystko na świecie jest nieobiektywne i często nie należy się przejmować opiniami innych recenzentów.
Tu się zgodzę. Nie raz słabo oceniana seria okazała się niezwykle przyjemna (Majestic Prince), zaś dobrze oceniana wrzodem na tyłku (Bokurano). Mecha jest gatunkiem gdzie szczególnie często się zdarza ze względu na duży rozrzut oczekiwań fanów.


Jeżeli gdzieś Brain Powerd staje się AntyEvangelionem to właśnie w przypadku postaci. O ile w tym drugim (dla którego zresztą kiedyś znajdę czas) nie lubiłem absolutnie nikogo, to w Brain Powerd jest praktycznie odwrotnie. Do tego antyideonowe relacje miedzy postaciami i tu nie chodzi o to, że się tutaj nikt z nikim nie kłóci i nie ma różnic zdań (bo są).
No to jesteś jedyny.. dla mnie niemalże wszystkie postaci były rodem z NGE, tyle że nie było Emo.


Pierwsze podejście Tomino do inteligentnych robotów wyszło całkiem nieźle.
Eee.. nie. Nie były one przekonujące jako istoty żywe bo koniec końców wciąż były to roboty. Zaś jako mechy były wprost absurdalne, nawet biorąc pod uwagę ich inteligencję bo emocje to ostatnie czego na wojnie potrzeba. Jak dla mnie do poważna słabość tej serii.


Designowo momentami przypominają prace Gigera z obcego
Tu pełna zgoda. To ogólnie jedne z lepszych wczesnych designów, ale w tym okresie bywały już znacznie lepsze w standardzie. Gdyby seria powstała na początku lat 80'tych myślę że wrażenie było by bardziej na plus, ale w końcówce lat 90'tych to po prostu nie daje rady.


Różnice między tymi dwoma gatunkami biomechów są często podkreślane, chociaż słabo widoczne na pierwszy rzut oka. Główną różnicą jest samodzielność.
Zaznaczmy jednak że było to uzasadnione, no ale to spoilery.


Brain Powerdy są bardziej samodzielne i mniej uległe od Cherów
Pomijając oczywiście fakt że w jednym przypadku takowy odwala Eve-01 co przeczy opinii o niesamodzielności. Jako że "spoiler" nie ma faktycznych różnicy pomiędzy obiema grupami oprócz pochodzenia od innych Oprhanów, myślę że można śmiało założyć że różnica ta wynika tylko z posłuszeństwa Grand Cherów Orhanowi, gdy Brainy są pozostawione same sobie robiąc co im się podoba.


Podobno są też od nich słabsze, ale jakoś tego nie dostrzegłem
No bo nie są. Właśnie poprzez swoją humorzastość trudniej się nimi walczy a więc subiektywnie mogą być tak postrzegane, ale wyraźnie widać że większa samodzielność daje im pewne specjale moce, o których piloci strony przeciwnej nawet nie wiedzą. Więc w sumie to jak debata o wyższości kwadrata nad czworobokiem.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 18, 2017, 11:19:57 wysłana przez Rezro »