Netflix Death Note/Notatnik Śmierci

Rezro

  • Sr. Member
  • Wiadomości: 451
    • Zobacz profil
Data dodania: Sierpień 25, 2017, 18:08:05

Zajebisty! Choć od razu zaznaczę że nie jest to identyczna adaptacja, całość zawiera jednak sprawnie poprowadzony twist i sporo talentu. 10/10 Polecam!





Light Turner pewnego dnia odnajduje notatnik należący do boga śmierci, za jego pomocą zostaje Kirą i zaczyna karać przestępców zsyłając na nich śmierć. Policja nie jest jednak taka głupia i szybko wpada na trop dzięki współpracy z tajemniczym śledczym o imieniu "L". Jest to adaptacja legendarnego wręcz anime i mangi, w sumie jedna z najlepszych adaptacji tego typu jaką widziałem. Film z jednej strony zachowuje ducha oryginału, z drugiej wprowadza niezbędne zmiany tak by dostosować serię do różnic kulturowych (w tym przypadku zasadne) oraz w świadomości że sporo widzów widziała oryginał i będzie trzeba czymś ją zaskoczyć. Udanie. Film po prostu wymiata i stanowczo go polecam. A i jeszcze jedno. Twórcy zdecydowali się na zachowanie oryginalnego designu Ryuk'a jednak podrasowali go tak że ten wygląda faktycznie jak coś z piekła rodem a nie klaun, widać to zresztą na plakacie. Full profeska.

80sLove

  • Sr. Member
  • Wiadomości: 470
    • Zobacz profil
    • Animei
Data dodania: Wrzesień 01, 2017, 01:14:52
Film także zobaczyłem i pomimo ogólnych nieprzychylnych opinii na necie również polecam, jeśli tylko nie traktujecie japońskiego komiksu i anime za wielkie dzieło, tylko naciąganą, ale wciągającą historię.

Masa tu głupotek, debilnych dialogów, czasem gra aktorska jest komiczna (jak te pierwsze spotkanie z Ryukiem oraz odpały, jakie wyprawia L pod koniec filmu). Trudno jednocześnie ustalić, czy producenci traktują historię serio czy też nie. A jednak w przeciwieństwie do anime nie ma tutaj półgodzinnych rozkmin na temat "jeśli ja zrobię to, to on zrobi tamto?", zamiast tego akcja idzie cały szybko do przodu, aż do samego finałowego pościgu. Film dostarcza zaskakująco dużo rozrywki, może niskich lotów, bo momentami przy mrocznym klimacie, jaki prezentuje produkcja, sceny są bardzo śmieszne (podczas kulminacji na diabelskim młynie i towarzyszącej jej źle dobranej muzyce lałem na głos :D), ale co z tego? Że niby oryginał nie był momentami pompatycznie głupi?

Konkretne plusy dla mnie:
- muzyka a la lata 80
- L jako momentami stereotypowy murzyński gansta
- świetnie zagrany Ryuk - tym nie jako bezstronny obserwator, ale kuszący diabeł
- pomysłowe , krwiste, kiczowate śmierci za pomocą Death Note'a

Ogólnie z miłą chęcią zobaczyłbym kontynuację, ale niestety marudy, którzy dostrzegają coś głębokiego w oryginale, już wydali wyrok.

Rezro

  • Sr. Member
  • Wiadomości: 451
    • Zobacz profil
Data dodania: Wrzesień 02, 2017, 23:06:28
No, mnie to też rozwala ale po Batman Beginning i Man of Steel już się przyzwyczaiłem do takich odpałów fan-bozy. Ostatnio miałem ciekawą dyskusję ze znajomym który też jechał po nim jak po burej suce, ale jak skontrowałem wszystkie jego argumenty to zmienił zdanie i ostatecznie przyznał że film taki zły nie jest. Tu warto zauważyć choćby że śledztwo przebiega w filmie znacznie bardziej realistycznie, bez fikuśnych akcji w stylu Ocean Eleven, co też dla nieogarniętych było niby brakiem takowego. Tu L wpada na Lighta przepadkiem ewidentnie podejrzewając ojca z którego konta policyjnego Light korzystał. Kolejną kwestią jest sam twist.. bez spolerowania cel Lighta był zupełnie inny niż unikanie podejrzeń, co widać tuzom intelektu umknęło. Tu Light nie unika podejrzeń bo L już wie że to on. Cała sprawa sprowadza się jednak do tego że L musi mu jeszcze tego dowieść co Light sprytnie wykorzystał do skompromitowania detektywa. Oczywiście geniusze internetowi tego nie załapali i porównują wszystko do anime mimo że film ewidentnie nie próbuje być wierną adaptacją. Co powinno być oczywiste od momentu gdy to dziewczyna Lighta de facto wymyśla Kirę robiąc zarazem za czerwonego śledzia, ten Light nie jest psycholem z syndromem boga tylko zwykłym socjopatą mszczącym się za śmierć matki. Kolejną sprawą jest to że sam modus operandi jest inny. Tu Kira świadomie daje o sobie znać chcąc wysłać wiadomość dla kryminalistów fikuśnymi zgonami, gdy Yogami po prostu karał tych których uznał za niegodnych w 99% przypadków wpisując same nazwisko. Jak więc można w ogóle nie załapać że to dwie różne historie i postaci? O fakcie że akcja ma miejsce w Ameryce nie mówiąc.