Polski Serwis Mobile Suit Gundam


Godzilla Resurgence (Shin Godzilla)

Rezro

  • Hero Member
    • Wiadomości: 570
    • Zobacz profil
dnia: Grudzień 29, 2016, 15:13:57

Najnowszy bo z tego roku Japoński remake Godzilli pod dyrekcją wielkiego Hideaki Anno znanego z Neo genezis Evangelion'a. Jak się udała całość?





Zacznijmy od tego że to film sztabowy, tzn. jest to podgatunek filmu katastroficznego w którym większość akcji obserwowana jest z perspektywy sztabu kryzysowego. Jest to niemalże wymarły gatunek zrealizowany w przypadku tego filmu perfekcyjnie z naprawdę sprawnie poprowadzonymi dialogami a nawet odrobiną biurokratycznego humoru jak choćby rząd Japonii ogłaszający że nie ma szans by potwór wylazł na powierzchnie w momencie gdy ten już to zrobił. Jeśli ktoś nie trawi tego stylu to szkoda, ale ja zawsze wolałem kino katastroficzne przedstawione w ten sposób bowiem nadaje to całości wiarygodności i oddolnej perspektywy desperacji.


Mimo że grafika w filmie jest dość słaba (czego fani japońskiego kina się z zasady spodziewają) to jednak film oglądało mi się znacznie przyjemniej niż jego Amerykański odpowiednik sprzed dwóch lat. Mówiąc już o designie Godzilli ten mi szczególnie nie leży, a myślę że warto z góry przestrzec na początku mamy do czynienia z jej larwą która wygląda jeszcze bardziej pasztetnie, ale spokojnie to dość szybko się zmienia a w sumie potwór jest na tyle przerażający i wymiatający że da się to szybko przeboleć (szczególnie finalny pokaz mocy potwora powala). Tu warto zważyć że Anno pozwolił sobie na kompletny remake serii (wbrew pozorom ta była rebootowana wielokrotnie ale nigdy w tej skali) i jak zauważa wielu krytyków ta Godzilla jest analogią Fukushimy, a nie Hiroshimy (przy czym nigdy to nie było prawdą ale wiecie o co biega). Zresztą ostateczny sposób pokonania bestii jest wprost analogią do Fukushimy i w mojej ocenie dowodem geniuszu reżysera.


Swoją drogą mocną stroną filmu jest pokaz militariów.. Anno zawsze był w tym dobry i choć JDF klasycznie zawodzi to nie robi tego w hańbie a z hukiem. Co warto również zauważyć to fakt że jest to pierwszy film z serii w którym pojawiają się Amerykanie i to nie tylko jako ci co chcą zrzucić atomówkę na Tokyo (choć chcą d'oh), ale również oni biorą czynny udział w walce z potworem, co bardzo się chwali reżyserowi dostrzegającemu fakt istnienia Amerykańskiej bazy w Japonii i wspólnego interesu ludzkości (Anno był też ewidentnie świadomy że film będzie wydany na zachodzie i angielski w nim brzmi jak angielski poza rzadkimi wyjątkami, jest też sporo białych aktorów w drugoplanowych rolach).


Ostateczna ocena.. nie tej nie dam, bo nie oszukujmy się, filmy z serii zawsze były poza kinem AAA. Jednak w ramach samej marki Shin Godzilla jak dla mnie znajduje się w czołówce pod każdym względem.. z wyjątkiem samego potwora ale pozwolę sobie na odrobinę nostalgia blindness. Polecam!


Broken Fang

  • Administrator
  • Hero Member
    • Wiadomości: 1176
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Odpowiedź #1 dnia: Marzec 19, 2017, 21:44:58
Obejrzałem dzisiaj nowy film o Godzilli prosto z kraju kwitnącej wiśni...

I cholera... jestem prawie gotowy popełnić herezję i powiedzieć, że amerykański Godzilla z 2014 podobał mi się bardziej niż prawdziwy Godzilla z Japonii...

Niby wszystko jest na miejscu, ale jednak dla mnie film nie działa, jest dla mnie całkowicie pozbawiony życia w porównaniu do wszystkich poprzednich japońskich filmów, strasznie mi się to wszystko wydawało sterylne i pozbawione charakteru, nawet drużyna głównego bohatera, która niby składa się z samych oryginałów, była równie bezbarwna jak cała reszta obsady (oprócz jednej dziewczyny, ale ona zawdzięczała to głównie swojej fizjonomii).

Fabuła... ehh... próby odtwarzania na siłę Godzilli z 1954 roku, na moje zawsze mniej lub bardziej spalą na panewce, bo ani nowy Shin, ani Powrót Godzilli z 1985 a tym bardziej amerykański remake nigdy nie zbliżyły się nawet na kilometr do oryginału, nawet amerykanie to zrozumieli przy wersji z 2014 kiedy dali w końcu Godzilli potwora)y) do ubicia, czy w japońskim restarcie z 1999.  Niemniej nie było najgorzej i choć bez większego zaangażowania obejrzałem całość bo byłem ciekawy jak to się skończy, a że w zasadzie wszystkie Godzille to subtelne listy miłosne w stronę Sił Samoobrony to wiadomo nie od dziś ;) . Podobało mi się też pokonanie Godzilli bez jakiś superwymyślnych wynalazków pokroju Niszczyciela Tlenu.

No i sam Godzilla... Kompletnie mi się ten design nie podoba, szczególnie pozbawione życia oczy i sposób poruszania potwora był równie pozbawiony życia, co ludzka obsada filmu, miałem wrażenie, że Godzilla to jakiś albo Zombie, albo kukła, motyw z ciągłą mutacją był ok, ale jakoś mi ten pomysł do Godzilli po prostu nie pasuje (takie moje głupie odczucia), a już kompletnie odrzuciły mnie podróbki Alienów wychodzących z ogona, pewnie sequel będzie japońskim odpowiednikiem Aliens xD. Ale to pewnie wymysły Anno, bo mocno mi ten Godzilla trącił Evaglionowymi rzygami, które Anno serwuje nam w kolejnych "nowych" spojrzeniach na tę serie...

Wciąż najlepszym dla mnie designem jest Godzilla z serii Heisei, zarówno pod względem designu potwora jak i ogólnego poziomu serii (Powrót Godzilli - Godzilla VS. Destoroyah .                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                           


Goro Gondo

  • Newbie
    • Wiadomości: 12
  • Kolekcjoner VHS
    • Status GG
    • Zobacz profil
Odpowiedź #2 dnia: Maj 24, 2017, 14:20:19
Ta odsłona to niestety skaza na marce taka sama jak "Megalon", czy "Rewanż Godzilli". A może nawet gorsza, bo niemiłosiernie nudna, pełna CGI i udająca, że jest czymś więcej. Chamsko wręcz próbuje udawać film z 1954 roku. A bezczelne podłożenie motywów muzycznych, czy odgłosów z tamtego filmu wypada karykaturalnie. Godzilla jest całkowicie bez duszy, jakiś CGI animek bez żadnej "charyzmy". Albo stoi, albo niemrawo się przemieszcza. Żadnego w tym sensu. Jeśli chodzi o wątek ludzki to też tragedia straszna. Przedstawiają nam setki polityków, każdy podpisany i każdy wygłasza jakąś "mądrość" - po co? Wolę już 10latków z Showy. Więcej w tym emocji ;) . Zakończenie także jest tak słabe i wygląda jak z parodii. No niestety, gówniany ten film. Na w miarę niezłym trailerze się skończyło. 3/10 i chyba nigdy więcej nie sięgnę. Nawet nie uznaje tego filmu, raczej jako ciekawostka.