Bohaterowie przez fatalny zbieg okoliczności lądują na najnowocześniejszym okręcie federacji, gdzie znajduje się główny mech pierwszej połowy serii: Strike Gundam... Nic nowego, prawda?
Szczególnie widać to po porzucaniu postaci, które miały spore role na początku serii, a pod jej koniec nie były niczym więcej jak statystami.
Innym elementem, który według mnie zabija tą serię, są Recapy. Nie dość, że w tej 50 odcinkowej serii mamy ich aż CZTERY!, to nie są one niczym innym jak streszczeniem poprzednich odcinków.
Nawet ja, osoba która prowadziła olbrzymie krucjaty przeciwko SEEDowi
Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku cudownie ocalałego klona Ramba Rala: Martin DaCosta, który po swoim cudownym zmartwychwstaniu nie robi nic poza siedzeniem w fotelu kapitańskim i uśmiechaniem się do kamery.
Nie mówiąc już o Pilotkach Astrayów, nawiązujących do podobnego teamu z Victory, których zadanie ogranicza się tutaj do spowodowania u Cagalli wejście w SEED.
Yzak i Dareka (z początku) i Nicol, jak i trzej piloci w oczywisty sposób nawiązujący do Cyber-Newtypów, wystąpili w zasadzie tylko po to, aby dodać kolejne Gundamy.
W skrócie można by powiedzieć że to UC, które trafiło do programu ?Pimp my Gundam? prowadzonego przez Gangsta rapperów.
Ginny, które są kopią Zaku, dostały jakieś dziwaczne skrzydła.
Do tego dochodzą jakieś dziwne pustynne pieski.
Dochodzą do tego jeszcze niesławne różowe wybuchy, które, szczerze mówiąc, zaczęły mnie naprawdę irytować dopiero pod koniec.
Również co do muzyki mam mieszane uczucia. Pierwszy z czterech opów (sic!) był dobry, a nawet bardzo dobry. Niestety kolejne dwa opy były dla mnie nie do słuchania. Nieco poprawiła się piosenka w 4 opie. Endingi, natomiast, podobały mi się wszystkie. Muzyka wewnętrzna była ok.
Seria ta jest lepsza od Winga, ale w zasadzie nic pozytywnego, poza tym, nie jestem w stanie o niej powiedzieć.
ale poza tym jest to kolejny remold UC.
rip-off rip-off rip-off rip-off rip-off rip-off
Fang, nazywajmy rzeczy po imieniu - jesteś fanboy'em UC i choćby nie wiadomo jak dobra wyszła seria rozgrywająca się poza tym uniwersum, to nigdy nie przyznasz, że Ci się podobało, tudzież będziesz szukał wad na siłę, aby usprawiedliwić swoje zdanie.
No jasne, było to już wałkowane w Zecie, ZZ, Victory... ale przecież o tych seriach nie można powiedzieć, że kopiowały oryginał
Sprecyzuj kogo dokładnie masz na myśli.
o straszne, cztery recapy na 50 odcinków.
I to na długo przed jego obejrzeniem...
Chyba na myśli masz Waltfelda. Według oryginalnego skryptu gość naprawdę zginął, ale fani domagali się od Sunrise jego powrotu (jakoś tak).
. A biorąc pod uwagę, że i w Victory te dziewczyny nie miały szczególnego znaczenia tak naprawdę, z jednym czy dwoma wyjątkami, zarzuty o brak rozbudowania postaci są moim zdaniem bezpodstawne.
Bo w Zecie, ZZ, Char's Counterattack i Victory wcale nie było odpowiedników Zaku. W Turn A Gundam także... Sorry, ale znowu szukasz dziury w całym.
Argument z Gundamami wzięty z dupy, gdyż stare serie UC miały takich bohaterów o wiele więcej. Różnica polegała na tym, że gdy ich mechy uległy zniszczeniu, to postacie wracały z czymś nowym, mocniejszym (modele! modele!!1one).
Uhu, bo z owadami, smokami i latającymi kołami Victory to nikt nie miał najmniejszego problemu..
A to w poprzednich Gundamach wybuchy nie były aby różowe?
Zdejmij klapki z oczu i wtedy obejrzyj raz jeszcze.
Według Twojego toku myślenia wszelkie współczesne remake'i starych anime także są be i meh. Niech nawet nie próbują robić Daimosa czy innego Tetsujina, bo to zuooo.
Nie chcę jednak abyś też odebrał moją wypowiedź jako atak. Chciałbym abyś w końcu przejrzał na oczy i zrozumiał swoje nieuzasadnione postępowanie, jeśli chcesz aby ludzie traktowali Twoje recenzje jako obiektywną ocenę danej produkcji. A niestety, w chwili obecnej ciężko do tego podejść w ten sposób.
A warto też odnotować, że oryginalny skrypt Fukudy - twórcy serii - był o wiele bardziej poważny i mroczny.
GS będę miał zawsze bardzo dobrą opinię i wspomnienia, a to jest najważniejsze.
Że wymagam od serii nieco więcej oryginalności to źle? No sorry, ale nie po to poświęcam swój czas, żeby oglądać drugi raz to samo w nieco zmienionej formie
A czy ja napisałem gdzieś, że to źle?
ale nie po to poświęcam swój czas, żeby oglądać drugi raz to samo w nieco zmienionej formie
Przyjaciele Kiry? Pod koniec serii poza siedzeniem przed kamerą w ogóle ich nie było...
Byłem wtedy po seansie 10 odcinków SEEDa i świeżo po 0079...
A co mnie obchodzi jakiś oryginalny skrypt? Był w efekcie końcowym? Był...
Prosimy o przykład?
Gdzie napisałem, że te pieski są złe?
Nigdy nie mówiłem, że są one obiektywne, nie ma czegoś takiego jak obiektywna recenzja czy opinia, zawsze jest to sybiektywna opinia widza i nigdy nie ukrywałem, że to tylko i wyłącznie moje zdanie.
Jak już pisałem wyżej, co mnie obchodzi oryginalny skrypt... Ten argument można podpiąć do każdej serii. Że niby w oryginalnych założeniach było tak i tak, ale zły brzydki producent do tego nie dopuścił... W ten sposób można traktować, że wszystkie serie są super idealne...
tak jestem fanem UC i dla mnie liczy się przede wszystkim to uniwersum, a kolejne serie traktuje bardziej jako ciekawostki i w zasadzie nie zagłębiam się za bardzo we wszelkiego rodzaju ich Spinn off
Recenzja z założenia powinna być obiektywna i informacyjna, aby przedstawiła potencjalnemu widzowi realny wizerunek danej produkcji.