ANKIETA
Gundam SEED Destiny - jak oceniasz jego poziom?
Rewelacja! Lepszy od oryginalnego SEED'a
2 (8.7%)
Poziom porównywalny z oryginalnym SEED'em.
4 (17.4%)
Niewiele gorszy od oryginalnego
8 (34.8%)
Zepsuli porządne anime! Ale można obejrzeć...
7 (30.4%)
Porażka! Anime które nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego...
2 (8.7%)

Głosów w sumie: 2

Destiny - czy aby to było potrzebne?

miedzio

  • Newbie
  • Wiadomości: 6
    • Zobacz profil
Data dodania: Sierpień 09, 2010, 12:55:51
UWAGA DUŻO SPOJLERÓW
 
Witam
Zdaję sobie sprawę że budzę trupka z przed lat ale gdzieś muszę dać upust moim emocjom.
 Na początek witam wszystkich.
 
 
W zasadzie do napisania tego posta( no i oczywiście zarejestrowania się na forum) skłoniło mnie to, że niedawno temu obejrzałem Gundam Seed( i się musze przyznać że bardzo się wkręciłem w temat i planuje zapoznać się z innymi odsłonami ) i na moją zgubę kontynuacje Destiny.  Wcześniej oglądałem tylko Gundam Winga, który pomimo tego że bardzo przyjemnie mnie się go oglądało, nie wzbudził we mnie jakiejś większej mobilizacji do zapoznania się z innymi produkcjami z pod znaku gundama.
Co innego Seed w którym się zakochałem. Skłamałbym mówiąc że od pierwsze wejrzenia ale jednak. Pierwsze 5-6 odcinków przyznam ciężko mi było znieść i podchodziłem do serii jak pies do jeża aczkolwiek powoli się wkręcałem aż do momentu ok 16 odcinka gdy pojawiła się Cagalli(wiem że była już wcześniej ale te krótkie scenki z pierwszego odcinka się nie liczą), która od razu stała się moją ulubioną postacią w całym Seed a romans Cagalli-Athrun stał u mnie na piedestale(nawiasem mówiąc, zauważyliście jak fajnie została przedstawiona w anime miłość? ani raz nie pada magiczne oklepane "kocham cię" a i tak wszyscy wiedzą kto z kim jak i po co kręci i nie są to jakieś miłości platoniczne.  Inni bohaterowie też wzbudzili moją sympatię.
Rewelacyjny Mu La  Flaga który według mnie jest drugą najciekawszą postacią po Cagalli.
Inną rzeczą która mi się podobało to balansowanie sympatią do stron konfliktu. Nie wiem czy inne osoby tez miały takie wrażenie ale na samym początku sympatyzowałem z sojuszem i chciałem żeby w końcu wygrali wojnę. W porównaniu do koordynatorów ginęli na polu bitwy w  ilościach hurtowych i było mi ich szkoda. Mniej więcej po wydarzeniach z Alaski sympatia przerzuca się na ZAFT no i oczywiście później podbite państwo Orb by kończyć serie kibicując znanej wszystkim drużynie bojowników o pokój z Archengelem po swojej stronie.
 
Seria kończy się stosunkowo pozytywnie. Szkoda troszkę Mu ale zawsze mogli utłuc go w połowie serii i to byłby zonk. Po zakończeniu Seed miałem wrażenie że obejrzałem kawał dobrego, przekonujące do siebie materiału. Napięcie i nie pewność towarzyszyły mi do samego końca. Zwłaszcza gdy zaczęli walić do siebie bronią masowego rażenia i widmo zagłady całkowitej ludzkości było możliwe, a to że wszystko się skończy dobrze nie było takie do końca pewne(słyszałem że gundamy rzadko kiedy kończą się dobrze).
 
Już starczy zachwalania seeda bo nie o tym miała być moja wypowiedź. Jeszcze tylko dodam że fajnie wykreowane są postacie powiedzmy to negatywne. Przeszkadzało mi niestety straszne spłycenie pilotów gundamów sojuszu ziemskiego. Wiemy tylko że są uzależnieni od narkotyków maszynami do zabijania. 
 
Gundam Seed ma swoje wady i to ich całkiem sporo ale za bardzo mi się podobał bym na nie zwracał uwagę, wiec przejde do sedna teraz.
 
 
Gundam Seed Destiny.
Nie rozumiem jak twórcy mogli to zrobić osobom które pokochały Seed zwłaszcza za genialne postacie w nim występujące, niekoniecznie za świat. Zastanawiam się dla kogo ta seria była robiona. Całkowite wykastrowanie scen ze starymi bohaterami kosztem beznadziejnych nowych i  co gorsza tego nowego chłamu dano nam ilości hurtowe.
Nie wiem dla kogo miała być ta seria. Dla fanów seed? Niekoniecznie, za dużo nowym postaciom poświęcono czasu. Dla nowych fanów? Po ty był oryginalny seed by zachęcić do mechów młodsze pokolenie, osoby nie oglądające seed wcześniej nie będą do końca wiedziały co kto  kim jest i po co akurat tutaj się znajduje oraz pogubią się(jednakże twórcy pomyśleli o wszystkim i są odcinki przypominające wydarzenia z seed). Więc dla kogo? No właśnie dla nikogo
Po przeczytaniu kilku recenzji(średnio pochlebnych w większości i może  z jednej pozytywnej) nie zraziłem się bardzo. Wręcz byłem zadowolony. Piszą że komercja, słabe nowe postacie, auto plagiaty, sztampowość, ogólny brak sensu. Ale co tam. Musze zobaczyć co się stało później z Kirą, Cagalli i spółką. Nie tego się spodziewałem co ujrzałem.   Miała być komercja ale nie taka.
Po przeczytaniu recenzji stworzyłem sobie taki wizerunek Destiny.
 
Będzie widowisko i kolorowo. Starzy bohaterowie znów będą główną najważniejszą ekipą. Historia zostanie wzbogacona o kilku nowych pilotów by urozmaicić serie, którzy niestety będą niewypałami ale z racji tego że będą tylko dodatkiem głównych bohaterów jakoś się je przeżyje. Spodziewałem się sztucznej intrygi aczkolwiek bardzo destrukcyjnej. Z racji tego żeśmy utłukli wszystkich złych w poprzedniej części teraz zrobiono nowych złych którzy niestety nie umywają się do swych poprzedników. Walki będą super widowiskowe. Wsadzimy wszystkich pupili w ekstra gundamy walczące o pokój i każdy bohater będzie sadził seed mode na lewo i prawo. Zwłaszcza się rozczarowałem gdy znikł seed mode Cagalli. Pod koniec seed okazało się że ma te same geny co Kira i też może wchodzić w ten tryb. Niestety mimo wielu okazji jakoś twórcy zrezygnowali z tego, myślałem że zrobią z niej lepszego pilota bo tego wymagałoby komercyjne podejście. Księżniczka, dowódca, świetny pilot. Jedyne co zostało to złoty gundam(sick!) z tego wizerunku. Jeśli chodzi o powtórki schematów seed to sądziłem że załoga archengel znów będzie latać po świecie i próbować pogodzić dwie walczące strony.
Może troszkę przesadziłem z tym opisem ale chciałem nakreślić jaki kierunek komercyjnej papki by mnie zadowolił. Oczywiście najlepiej by było gdyby dzieło było tak samo głębokie jak poprzednik. No ale skoro nie dało się nic nowego wymyślić to dajmy przynjamniej fanom to czego chcą. Dużo fajerwerków by im mogła się micha uśmiechać od ucha do ucha a gdy już będzie po wszystkim to ożeńmy wszystkich a i nie zapomnijmy o jakimś wątku erotycznym. Sprawdziło się za pierwszym razem to i sprawdzi się teraz.
I? kibel. Dno. Żenada.
Jak można było tak zjebać konstrukcje i balans wątków. Wszystko tu jest nie w takich ilościach jak powinno. Słabiutki Shin powinien być tylko urozmaiceniem fabuły a nie głównym jej napędzaczem. Przez 50 odcinków nic się nie zmienia nie jest nawet przez moment ciekawy. Po pierwszych odcinkach spodziewałem się że wątek(tak wtedy myślałem że to wątek) pomiędzy Shinem a starszymi  pilotami będzie jednym z ciekawszych przedstawiając powolną ewolucje postaci z durnego Don Kichota do świadomego swoich celów wojownika. Niestety Shin jest nudny i absurdalny w swym zachowaniu. Nie rozumiem, człowiek w wyniku wojny stracił rodzinę a sam myśli tylko o bezmyślnym zabijaniu.
 
Dobra, shina można było wytrzymać pod jednym warunkiem. Nie przeszkadzałby zbytnio w popisach starych ulubieńców. Jednak nie do zaakceptowania jest sytuacja że stał on się głównym bohaterem kradnąc czas przeznaczony dla Kiry Cagalli Lacus Mu i pozostałych.
Athruna również tym razem było troszkę za dużo. Do tego drużyna Shina która jest tak ciekawa i oryginalna jak bohaterowie telenoweli Klan. Nawet nie pamiętam ich imion bo w zasadzie nie są tego warte. Na wyróżnienie ekipy Minervy zasługuje tylko pani kapitan (Glade czy jakoś tak, nie pamiętam) która wypada dobrze oraz Rey który jest przeciętny. Reszta to dno i nic ciekawego. Wracając do shina nie można zapomnieć o tragicznym wątku miłosnym ze Stellar. Kojarzycie jak świetnie rozwijały się relacja między głównymi bohaterami w Seed? No to jak można było to spartolić. Zamiast kontynuować stare romansiki to stworzono nowy który jest absurdalny. Shin już za pierwszym razem obściskuje dziewuche jakby nie wiadomo jak długo ją znał i obiecuje że będzie ją chronił. A po jej śmierci mści się jakby było za co. chore
 
Kolejna drzazga jaką znalazłem jest postać sobowtóra Lacuc Klein. Pomysł świetny ale nie do końca wyeksploatowany w dobrym kierunku. Wkurza jej zachowanie ale to da się przeżyć. Bardziej denerwujące są jej piosenki nachalnie puszczane w anime reprezentujące najgorszy kicz jaki można odnaleźć w kulturze japońskiej. Te piosenki są tragiczne.
 
Nie mogłem zrozumieć dlaczego tak spłycona postać Mu gdy został już odnaleziony. Nie można było przedstawić delikatnych stosunków między Mu a Ramius i ich krucjaty w celu odnalezienia prawdziwej tożsamości faceta oraz jego rozterek moralnych po tym co uczynił. Nie można było, bo po co? Za to nasz luzak po kilku rozmowom nagle postanawia walczyć wraz z archengel(pomimo że był tym złym i w zasadzie nic nie pamięta) i bez problemu odzyskuje pamięć. O jak fajnie. Właśnie tego chciałem. Liczyłem na głębsze podejście do tematu narkotycznych eksperymentów prowadzonych przez sojusz. Może by się coś wyjaśniło o pilotach z poprzedniej serii o których nic nie wiedzieliśmy? Może by tak powiedzieć co zrobiono Mu że nic nie pamieta i jak się stał kapitanem i co kierowało jego postępowaniem gdy z premedytacją wymazywał wspomnienia i faszerował narkotykami biednych pilotów. Niestety w 50 odcinkowym anime nie starczyło czasu na takie nic nie znaczące sprawy.
 
Zanim napisze co mnie najbardziej zdenerwowało w Destiny. Pora zwrócić serii trochę honoru(ale tylko troszkę). Trzeba przyznać że intryga wymyślona przez twórców trzyma względny poziom a Blue Cosmos z destiny jest bardziej przekonujący niż w Seed a przewodniczący Zaft jest ciekawszą postacią niż Patric Zala. Odpoczątku coś w tym jego gadaniu o pokoju jest podejrzane. Przypuszczałem że tylko inteligentnie manewruje światem by zniszczyć go tak jak chciał Curuze(wnioskowałem to po niskim poziomie destiny, wkońcu co by twórcy mogli lepszego wymyśleć) a tu taka niespodzianka. Pod tym względem Destiny jest nawet lepszy od oryginalnego Seed gdzie mieliśmy dwie walczące strony i jedyną słuszną ekipę archengel. Tutaj już tak klarownie nie jest. Nie wiadomo kto ma racje. Wizja Gilberta(jak dobrze pamiętam) bardzo mocno bazuje na państwie totalitarnym i zniewoleniu ludzkości no ale w takim układzie czy to nie jest jedyne wyjście by nie było wojen? Ci co pierwsi mówili o pokoju wchodzą w otwarty konflikt z siłami ZAFT. Najzabawniejsze jest jednak to ,że kiedy Przewodniczący ZAFT wygłosił przemówienie w sprawie Planu Destiny nagle się okazało że Blue Cosmos wcale tak całkowicie się nie mylił obawiając się koordynatorów którzy w ich opinii są zagrożeniem dla naturalnych. I to jest jedyna rzecz która mi się podobała, że nie ma w przeciwieństwie do pierwowzoru jednoznacznej strony dobrej.
 
A teraz kulminacja całego mojego żalenia się. CO ONI DO CHOLERY ZROBILI CAGALLI. Jak mogli tak zepsuć ją i sprowadzić do poziomu postaci drugoplanowej. Dobra w pierwszych 15 odcinkach było jej sporo( i są to moje ulubione odcinki) lecz gdy sobie przypomnę ją z Seeda to został z niej cień dawnej Cagalli. Początek serii jeszcze tragedii nie wróżył. Dziewuszka trochę zagubiona w swojej roli nie potrafi się odnaleźć a pomocą służy jej Athrun. Cagalli zawsze była płaczkiem ale takim silnym płaczkiem. W tym przypadku z ilością wylanych łez mocno przesadzili oraz absurdalną głupotą postaci. Wielka Reprezentantka Orb kochana przez naród i wspierana przez wojsko nie potrafi się postawić i daje zmusić się do ślubu by stać się marionetką w rękach ludzi jej podlegających, LITOŚCI. Miałem nadzieje że po porwaniu przez Kire coś się zmieni. Powiedzmy że buczała na okrągło zamiast coś robić konkretnego i sadziła głupie przemowy. Dobra to jeszcze było do przeżycia. Wróciła w pięknym złotym gundamie(wiem że spotkał się on z krytyką ale mnie się podobał). Nie umiała nim latać, zrobiono z niej nieudacznika. W momencie gdy Shin na nią nacierał powinien jej się właczyć seed. W ogóle była kilka momentów dla seeda Cagalli ale nie wiem czemu twórcy zrezygnowali z tego wątku. W moim odczuciu powinna być lepszym pilotem. Powiedzmy na poziomie tych tam towarzyszek Shina(chyba Luna jedna się nazywała). Wiem  że nie jest ona koordynatorką ale Mu też nie był a mobile wyposażone były w potężne programy wspomagające dla naturalnych. Następnie przejęła dowodzenie i nagle twórcy stwierdzili że po cholerę nam jedna z najważniejszych postaci w anime. Niech sobie siedzi na ziemi i nic nie robi. Jako reprezentantka Orb może i nie powinna walczyć w mobilu(ale by jej nie zaszkodziło) ale jej miejsce było w kosmosie na statku flagowym jako główno dowodząca.
A tak przez ostatnie odcinki jest nieobecna a szczytem bezczelności jest pominięcie jej w finałowej rozmowie a zamiast niej jest ta dziwna nic nie znacząca laska w kucykach.
No i dobrnąłem do ostatniej drażniącego mnie wątku a mianowicie całkowite zniszczenie związku pomiędzy Athrun a Cagalli. Czemu oni to zrobili? Dlaczego? Po cholere robili wokół tego gościa cały harem. Wydaje mi się że takie rzeczy występują w innych anime a nie w obrazach o mechah z pod znaku gundama. W końcu wrócił na archengel to wydawało mi się że najwyższy czas na szczere rozmowy(o jak ja je dobrze wspominałem z seed, rewelacyjne były). A tu nic. Ani słowa. Od czasu do czasu ujęcie na pierścionek zaręczynowy i jedno ujęcie gdy go nie było(oj wtedy się wkurzyłęm). Żadnych rozmów, żadnych relacji, melodramatów. nic. Po prostu koniec nie wiadomo dlaczego, jakie są powody. No ale przecież ważniejszy był shin z tą swoją autystką. Miałem nadzieje że troszkę naprostuje ich relację Final Plus no ale znowu się zawiodłem. Po ładnym uścisku czułym sugerującym że może jeszcze coś z tego będzie autorzy strzelają sobie w kolano tą babą z kucami na końcu.  I w zasadzie nic nie wiadomo co by mogło być dalej(chyba że wyszedł jakiś odcinek o którym nic nie wiem). Po bardzo fajnym between the stars który naprawde mnie usatysfakcjonował final plus to tylko duża kupa i zestawienie(mówie o samej końcówce) nic nie znaczących zdań. Można rozpad ich relacji wytłumaczyć tym że oddała się pracy dla Orb. Aczkolwiek wydaje mi się to naciągane. Wszyscy ją kochają w jej kraju, mogła by się ożenić z kim chce i obsadzić go na jakimkolwiek stanowisku byle był blisko niej. Lacus też zaczęła się bawić w końcówce w politykę i nie musiała rozstawać się z Kirą pomimo tego że wszyscy w koloniach myśleli że jest zaręczona dalej z Athrun. Nie podoba mi się to jak to rozwiązali.
 
 
W tym momencie wypadałoby zakończyć moje żale. Mam nadzieje że ktoś przeczyta skomentuje moje biedna wypociny i może wejdzie ze mną w jakąś polemika. Jeśli się oczywiście komukolwiek chce jeszcze dyskutować o już nie najświeższym anime, które wszyscy obejrzeli. Jeśli powtarzam czyjeś spostrzeżenia i gdzieś to już było z góry przepraszam. Ledwo wszedłem na forum i tylko poprzeglądałem tematy.
 
Gundam Seed Destiny w moim odczuciu nie wiele brakowało by być bardzo dobrą produkcją. Nie genialną jak poprzednik ale zawsze to już coś. Niestety zmarnowano potencjał (przynajmniej w moich oczach) źle balansując poświęcony czas danym wątkom i postaciom. Cała konstrukcja fabularna jest denerwująca. Ja po kontynuacji chciałem nowych zmagań starych towarzyszy(kurde ci starzy teraz maja po 18 lat hehe) wzbogaconymi nowymi postaciami. Nie liczyłem na to że autorzy narzucą zupełnie nowych bohaterów(do tego tak słabych) którymi będą chcieli wyprzeć starą gwardie. Do tego to co kochałem w seed czyli szczere rozmowy pomiędzy Ramus a Mu, Cagalli a Arthur, Kira a Lucas i jeszcze parę innych znikły. Wojna wojną ale na niej walczą ludzie. I własnie ten aspekt ludzki tak mnie urzekł w seed. Najśmieszniejsze jest to ,że oglądając oryginalną serie nie mogłem się doczekać następnego odcinka bo byłem ciekaw co się wydarzy dalej. W Destiny też nie mogłem się doczekać  następnego odcinka. Tyle tylko że tym razem chciałem się dowiedzieć czy w końcu pokażą jakieś chodźmy najkrótsze sceny z oryginalnymi bohaterami. Czasem musiałem czekać nawet 7 odcinków(mniej więcej chyba). Serie obejrzałem w całości bez większych pozytywnych emocji  a tylko ze złością że zrąbali taki fajny temat.
Szkoda że temat serii Seed w zasadzie jest już zamknięty i nie powstanie żadna nowa kontynuacja. Szkoda również że nigdy raczej nie zrobią destiny nagrywając go od początku zmieniając nieco fabułe i skupiając się bardziej na innych wątkach a inne wywalając i ostatecznie odcinając się od porażki jakim było destiny.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 10, 2010, 12:52:04 wysłana przez miedzio »

Paliodor

  • Hero Member
  • Wiadomości: 980
    • Zobacz profil
    • Paliodor's Hobby Blog
Data dodania: Sierpień 09, 2010, 20:18:29
Gundam Seed Destiny jaki jest każdy pewnie fan gundamów, a zwłaszcza uniwersum C.E. wie. Ma swoje plusy lecz niestety ilość minusów jest zdecydowanie większa. Seria miała potencjał stania się nawet lepszą od Gundam Seed ale po dobrym początku, potem było już coraz gorzej.
Na pocieszenie mogę tobie polecić Mobile Suit Gundam SEED  Stargazer C.E. 73, jest to krótka seria składająca się z zaledwie trzech 20 min odcinków. Akcja anime z tego co pamiętam rozgrywała się w czasie GSD ale jest zdecydowanie lepsza niż sam Destiny. Świetna kreska, fajna muzyczka, ciekawe postaci czynią z tej krótkiej mini serii idealną odtrutkę od GSD.

Suavek

  • Hero Member
  • Wiadomości: 1623
    • Zobacz profil
    • http://ja.gram.pl/SuavekS
Data dodania: Sierpień 09, 2010, 21:17:34
miedzio, witamy i zapraszamy. Twoją wypowiedź połączyłem z już istniejącym tematem, w którym dyskutowaliśmy na temat sensu istnienia Seed Destiny. Przyznaję, że nie czytałem jeszcze całości Twego posta ze względu na jego długość, ale postaram się to szybko nadrobić i chętnie podyskutować.

A w międzyczasie na szybko:
Cytuj
Seria miała potencjał stania się nawet lepszą od Gundam Seed ale po dobrym początku, potem było już coraz gorzej.
Cytuj
lepszą od Gundam Seed ale po dobrym początku
Cytuj
dobrym początku
Cytuj
dobrym
Przepraszam, czy my oglądaliśmy tego samego Destiny? ;>

miedzio

  • Newbie
  • Wiadomości: 6
    • Zobacz profil
Data dodania: Sierpień 09, 2010, 21:47:54
Mnie się akurat pierwsze 16 docinków podobało ale jest to opinia subiektywna. Zdaje sobie sprawę że nie były zbyt dobre lecz posiadały to czego chciałem a mianowicie Cagalli. Po prostu uwielbiam tą postać. Pierwsze jej dokonania nie były jeszcze takie tragiczne. Niestety po 16 epizodach nie mogłem wiedzieć że nie ma czego oglądać dalej i tylko zepsuje sobie piękne wspomnienie oryginalnego  Seed.   

Broken Fang

  • Hero Member
  • Wiadomości: 1170
  • Zeon Axis
    • Zobacz profil
    • http://www.wielkieroboty.blogspot.com
Data dodania: Sierpień 09, 2010, 22:02:48
Jedyne co mi utkwiło w w pamięci na temat  Cagalli, to jej zabawa w Ainę/Shiro w pierwszym SEEDzie, a z drugiego, tylko tyle że dużo ryczała... A i rozmiar jej biustu zmieniał się w zależności od ujęcia :P .

SEED jest niezłym remoldem 0079, ale akurat do mnie kompletnie nie trafia (jest dla mnie za bardzo sterylny i lekko bezpłuciowy), O Destiny staram się zapomnieć, festiwal Recapów, plus nieudolne wątki z Zety. Jedyne co tak naprawdę mi się w Cosmic Era podobało to Stargazerm gdyby i SEEDy były w tej oprawie, to bym wolał takiego SEEDa od np.G, Victory czy nawet 0079.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 09, 2010, 22:06:17 wysłana przez Broken Fang »

miedzio

  • Newbie
  • Wiadomości: 6
    • Zobacz profil
Data dodania: Sierpień 09, 2010, 22:22:51
Akurat w tym momencie ciężko bardzo nastawić mi się na kreskę w starych gundamach. Nie lubię anime z przed lat 90 i musi być naprawdę dobre bym mimo kreski je obejrzał. Na razie na warsztat zabrałem się za nowsze produkcja a mianowicie Gundam oo i turn a Gundam który po przeczytaniu recki stwierdzam, że może stać się mioim ulubionym(lubię takie klimaty) ale to się jeszcze okaże.No i oczywiście 3 raz męczę oryginalnego Seed próbując zapomnieć wszystko co zobaczyłem w Destiny.

Suavek

  • Hero Member
  • Wiadomości: 1623
    • Zobacz profil
    • http://ja.gram.pl/SuavekS
Data dodania: Sierpień 10, 2010, 10:17:43
Zaraz wiele osób Ci powie, że te stare anime są dobre mimo kreski, a Seed i wszystko co nowe to crap i odświeżanie znanych schematów. Prawda jest taka, że faktycznie niektóre starsze Gundamy ukazywały bardzo przyzwoitą fabułę okraszoną naprawdę intrygującymi wątkami. Problem tkwi jednak w ich reżyserii, która wielu dzisiejszych widzów może bardzo łatwo uśpić w połowie odcinka. Osobiście choć potrafię docenić treść takiej Zety, to przyznam szczerze, że oglądanie sprawiało mi ból. Szczególnie wszelkie walki mechów wydawały mi się zbyt na siłę, nudne i niepotrzebne. O Victory nawet nie wspominam - niezłe wątki, ale serial strasznie męczący.

Ale ja nie o tym. O wyższości jednych Gundamów nad innymi jest osobny temat. A faktem jest, że wiele w tym miejscu zależy od gustu, bo jeden nie będzie mógł się przebić przez odświeżenie znanych mu wątków, podczas gdy drugi doceni odświeżoną formę serialu w stosunku do już wiekowych starszych braci.

Seed. Jak dla mnie anime genialne, aczkolwiek tak jak zostało wspomniane - nie pozbawione błędów. Tych można się tak naprawdę doszukiwać w każdym odcinku, zarówno jeśli chodzi o aspekty logiczne, jak i niektóre zaniedbane czy urwane wątki, nie wspominając o błędach animacji czy braku konsekwencji w zachowaniu niektórych bohaterów. Ale to nic, gdyż całą resztę oglądało mi się rewelacyjnie, aż dwukrotnie. Nie będę zbyt dużo się rozwodził, gdyż to co najważniejsze zostało już wspomniane - ciekawa, częściowo przygodowa a częściowo poważna historia konfliktu wojennego, ciekawie wykreowane i (przede wszystkim) rozwijane postacie, przyjemna dla zmysłów muzyka oraz kreska, a także wiele innych. Anime podobało mi się parę lat wstecz, jeszcze za czasów szkolnych, ale pomimo upływu lat wspominam je bardzo dobrze i dziś, doceniając niektóre zaimplementowane rozwiązania. Fabuła i rozwój bohaterów były całkiem nieźle przemyślane, i choć naturalnie nie każdemu mogli oni przypaść do gustu, to mimo wszystko śmiem twierdzić, że zachowywali się oni w miarę ludzko, z pewnymi wyjątkami. Nie będę się spierał, że wiele pomysłów zostało bezpośrednio wziętych z poprzednich serii Gundam, ale należy dodać, iż nie tylko wykorzystano bardzo dobre wątki (np. wspomniana "zabawa w Ainę/Shiro"), lecz także przedstawiono je w sposób udany - coś na czym poległ Seed Destiny, ale o tym później. Pewnie, pierwsza połowa Seeda to taki zmodyfikowany Gundam 0079. Czy to źle? Nie, bo pomimo naśladowania kilku wątków seria broni się sama. Bohaterowie nie mają swoich bezpośrednich odpowiedników, gdyż każdy otrzymał swoją własną unikatową osobowość, która w wielu przypadkach w miarę rozwoju wydarzeń potrafiła zmienić się diametralnie na przestrzeni kolejnych odcinków. Nie będę tym samym gadał, że np. Mu to taka kopia Sledgara, gdyż pomimo wyraźnych inspiracji Mu jest o wiele bardziej charyzmatyczny i rozwinięty niż jego "pierwowzór". Ale znowu zbaczam z tematu (sorry, czasem mam wrażenie na tym forum, że muszę piętnaście razy się powtarzać w kwestii obrony Seeda ;p).

"Och ach Seed jest fajny i w ogóle" - tak w dużym skrócie. W sumie chętnie bym sobie go nawet odświeżył, ale nie mam obecnie czasu na oglądanie 50 odcinków. W sumie filmy kompilacyjne posiadam na DVD, ale to nie to samo, mimo wszystko. Ale przejdźmy do sedna sprawy.

Seed Destiny. Nawet nie macie pojęcia jaki byłem podjarany, gdy dowiedziałem się, iż moja ulubiona (swego czasu) seria anime doczeka się sequela. Nie śledziłem wtedy nowinek anime, więc gdy tylko się o emisji dowiedziałem wydanych było już sześć odcinków. Długo nie musiałem czekać z decyzją - oglądam. Przyznać muszę, że przez pierwsze parę odcinków moja racjonalna ocena była ewidentnie przyćmiona przez oryginalnego Seeda. Po prostu naiwnie myślałem, że skoro pierwsza seria była dobra, to i sequel taki będzie. No i tak oglądam kolejne odcinki, myślę sobie, że niektóre rozwiązania mogą być całkiem niezłe a seria już dosyć wcześnie przybiera dość mroczny obrót (ćpuny, antypatyczny Shin, zrzucenie kosmicznego śmiecia na Ziemię itp.). Także kreska była przyzwoita, a muzyka wzorem oryginału nadal wpadała w ucho. Nadzieje miałem spore, ale coś nie dawało mi spokoju. Coś ewidentnie było nie tak. Ale spoko, Seed też nie był idealny, a niektóre wątki oferowały niemały potencjał. Nawet "ożywienie" Mu byłem skłonny jeszcze wtedy przeboleć. Ze znajomym co tydzień wdawaliśmy się w krótką dyskusję przewidując co może się wydarzyć i jak twórcy rozwiną poszczególne wątki.
Ależ byliśmy wtedy naiwni...

Cóż, za młodu zdaje się opisywałem swoje opinie nt. Destiny nieco szerzej w tym temacie, więc mam trochę opory by się powtarzać, szczególnie, że nie pamiętam już wszystkiego tak dobrze. Przede wszystkim należy wspomnieć o postaci Shinna, który (nie ukrywajmy) miał potencjał na naprawdę dobry rozwój. Był on antypatyczny, ale właśnie o to chodziło. Czekałem tylko, aż ta jego głupota i nienawiść obróci się przeciwko niemu. Dupa. Nawet zakończenie niczego nie ukazało - Shinn do samego końca był takim samym dupkiem jakim był w pierwszym odcinku. Ale nie tylko on zawiódł. Athrun zapewne miał z początku pełnić funkcję mentora trudnego Shinna, ale koniec końców zachowywał się jak cipa za przeproszeniem, i mało by brakowało aby w miarę kolejnych odcinków nie potrafił sobie tyłka sam podetrzeć. Rey miał potencjał, gdyż trzeba mieć coś z głową aby nie zauważyć, iż jest on klonem Rawa. Raz jeszcze, dupa - cipa do samego końca a wątek zaprzepaszczony. Lunamaria z początku nie wnosiła wiele do serii, ale nie oznaczało to, że była niepotrzebna. Z początku wyraźnie leciała na Athruna, co mogło przecież wpłynąć na postać Shinna. Potem przerzuciła się właśnie na niego, ale było już za późno. Shinn jak na osobę ułomną przystało zauroczył się jakąś wariatką z domu psychiatrycznego, która oprócz skaczących cycków nie miała do zaoferowania absolutnie nic. Ale i to można było przecież lepiej rozwiązać - Luna by mogła wyznać Shinnowi swoją miłość, uświadamiając przy okazji strzałem w pysk jakim był/jest idiotą. Ale nie - gość "zabił" Athruna oraz jej siostrę (Meyrin), a ta nic sobie z tego nie robi. Swego rodzaju "no trudno, happens".

Ech, już mam dość a tak naprawdę nawet nie zacząłem.

Stella miała być swego rodzaju kopią Four Murasame z Zety (podobnie zresztą jak cały Destiny udawał nieudolnie Zetę). Tyle tylko, że o ile Four także nie miała równo pod sufitem to dało ją się lubić i jej współczuć, a Camille w miarę zrozumieć jeśli chodzi o zauroczenie. Tymczasem Shinn wpadł raz i drugi na mentalnie szurniętą blondynę i koniec końców zakochał się w niej jak gdyby była nie wiadomo jakim cierpiętnikiem. Bo co z tego, że zabiła ona XYZ ilość niewinnych osób a sama nie jest w stanie normalnie myśleć. Reszta ćpunów także bez szału. Po prostu byli. Biorąc pod uwagę, że zbyt wiele się nie dowiedzieliśmy o pilotach sojuszu za czasów Seeda, miałem nadzieję, iż rozwiną ten wątek w Destiny. I chyba próbowali po części, lecz coś im nie wyszło przez co wróciliśmy do punktu wyjścia. To samo mogę powiedzieć o większości motywów z Destiny tak naprawdę, gdyż oprócz naprawdę ogólnego zarysu jakim był plan Dullindala, cała reszta to jakiś niesmaczny żart. Jak gdyby twórcy nie potrafili się zdecydować co tak naprawdę chcą przedstawić, a wszelkie odcinki tworzyli spontanicznie, aby tylko wyrobić się przed deadlinem. I chyba tak też faktycznie było.

Aby się już nie męczyć i nie rozpisywać więcej nad spartolonymi postaciami powiem tylko, że stara ekipa Seeda podobnie jak reszta została kompletnie zepsuta. Mam na myśli tutaj głównie Kirę, który tak naprawdę został pozbawiony jakiejkolwiek osobowości. Jak gdyby zakończenie Seeda pozostawiło mu trwały uraz na psychice w związku z czym chłopak nabawił się jakiejś anemii. Lacus także straciła chyba pół mózgu, gdyż choć nadal potrafi w mgnieniu oka wyciągać kolejne gundamy spod spódnicy, to bez konkretnego powodu jest skłonna ryzykować życie swoje i swoich bliskich aby tylko ich nie użyć (scena w atakowanym domu).

Pozostaje kwestia Cagalli. Bez wątpienia jest to największa porażka całego Destiny. Ale wiecie co? To wszystko wina żony Fukudy, której z tego co czytałem nie układało się najlepiej z aktorką podkładającą Cagalli głos, w związku z czym wymusiła na mężu aby kompletnie zepsuł jej postać. Co prawda świadczy to też o samym Fukudzie oraz nie usprawiedliwia w żadnym stopniu całej reszty debilnych wątków Destiny, ale jeśli kogoś to interesuje to tak właśnie prezentowała się ówczesna sytuacja.

I know... I know what you're saying... but... but CAGALLI IS CRYING RIGHT NOW!!!111one

Dobra, starczy. Destiny ssie i wszyscy to wiemy. Skłamię jeśli powiem, że seria nie miała swoich dobrych momentów, a także potencjalnych szans pokutę, ale jako ogół jest to niestety syf, mówiąc brutalnie. Tak jak oryginał był bardzo udanym odnowieniem oryginalnej marki, przemyślanym i wykorzystującym naprawdę dobre motywy, tak Destiny najwyraźniej próbował udawać Zetę, lecz koniec końców scenariusz chyba przez pomyłkę trafił pod pióro jakiegoś przypadkowego ośmiolatka. Nie wiem, nie interesuje mnie to. Dla mnie Destiny nie istnieje, gdyż skutecznie rujnuje wizerunek przyzwoitego Seeda.

Gdyby jednak kogoś to interesowało to podobno Super Robot Taisen Z dosyć mocno zmienia ogólne wątki Destiny, czyniąc je nieco bardziej przekonującymi i dopracowanymi. Ile w tym prawdy nie wiem, gdyż o ile w grę grałem, tak krzaczki nie pozwalają mi na zapoznanie się z fabułą. Niby można się z nią zapoznać tutaj, ale mam ciekawsze książki do przeczytania póki co.

Chociaż... [spoilery]
 
Cytuj
Stella is way out of control, and Shin demands to know why she wants to kill
  this badly.  As he prepares to charge in, Neo yells at him to stop and tells
  him who's aboard it.  Camille yells out that unless Shin can stop her, this
  fight will never end.  Luckily, her machine is so huge that there's plenty of
  places to shoot without actually hitting the cockpit.  Shin doubts there's
  time for that, but Camille tells him that if he doesn't, it'll be like the
  mess with Four all over again.
Cytuj
Shin meanwhile is having about the worst day of his life, saying goodbye to
Stella who's now beyond the range of anyone who wants to torment her or scare
her ever again.  Camille comes by to commiserate: both of them have every
reason never to forgive those who foment war, and both had a woman they love
victimized by the system.
Cytuj
in walks in Muu/Neo, his memories still not returned.  He
tells Kira it serves him right, losing to the Impulse Gundam and its
one-track-minded, determined young prodigy pilot.
Cytuj
Pilots from both sides are united in the idea that Stella's death, as well as
Shin's act of revenge, were both unavoidable.  Shin doesn't like hearing that,
especially since the Freedom has a habit of confusing the battlefield and is
responsible for Heine's death as well.  That fact is why Camille was willing to
help take the Freedom down, believing then as now that it was necessary.  He
nevertheless implores Shin not to let hatred drive his fighting, as someone
who's already gone through Shin's pain himself with Murasame Four.  About the
best that can be said about Four's death in battle is that they broke her mind
control first.

miedzio

  • Newbie
  • Wiadomości: 6
    • Zobacz profil
Data dodania: Sierpień 10, 2010, 13:09:47
Ja to mam myśle nad napisania offtopica jak by powinien wyglądać destiny ale obawiam się że nie znajdzie on odpowiedniej liczby czytelników.

trzycha

  • Hero Member
  • Wiadomości: 755
  • Leniwiec
    • Status GG
    • Mój stan Skype
    • Zobacz profil
    • Polski Serwis Mobile Suit Gundam
Data dodania: Sierpień 10, 2010, 13:24:53
Witaj. Napisz i zobaczymy co z tego wyjdzie ale w osobnym temacie jeżeli ma to być offtop :)
War... War never changes...